|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Nowe autkoPamiętacie ten wpis? Mogę wreszcie napisać, że udało mi się, choć nie do końca po mojej myśli, zakończyć sprawę. Nie do końca po mojej myśli, jako że firma ubezpieczeniowa, która miała wypłacić mi odszkodowanie z OC sprawcy bardzo mnie zawiodła [tak, to oczywiście eufemizm]. Ale po kolei. Mając orzeczenie o winie i nr polisy sprawcy zadzwoniłam do ubezpieczyciela i poprosiłam o należące mi się pieniądze. Szybko na parkingu, gdzie stał wrak, pojawił się rzeczoznawca, obfotografował zwłoki i wysłał informacje na temat stanu pojazdu do ubezpieczyciela. I równie szybko, bo już po tygodniu, miałam pierwszą wycenę. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało idealnie. Samochód wyceniono na 19100, ubezpieczyciel miał wypłacić 10300, a pozostałe 8800 zaofiarował nabywca z aukcji internetowej. Bo trzeba wam wiedzieć, że ubezpieczyciele wystawiają wraki na swego rodzaju aukcjach, do których dostęp mają przeróżne warsztaty samochodowe, dealerzy itp. (płacąc oczywiście za ten dostęp), i w ten sposób pozbywają się kłopotu (tj. wypłacają z własnej kieszeni mniejsze odszkodowanie). Skontaktowałam się zatem z nabywcą, który przelał mi pieniądze i następnie przyjechał z lawetą z drugiego końca Polski. I tu pierwszy zonk. Ubezpieczyciel na owej aukcji najwidoczniej nie podał faktycznego stanu auta, bo nabywca, gdy go zobaczył, złapał się za głowę i powiedział, że czegoś takiego to on nie kupował. I zażądał zwrotu pieniędzy. Potem się zrobiło nieprzyjemnie, bo to była sobota i bank zamknięty, więc nie miałam jak wypłacić kasy, nabywca zaczął nam imputować, że chcemy go okraść i w końcu ustąpił, gdy dostał potwierdzenie z internetu, że przelałam mu z powrotem pieniądze na konto. Smaczku temu epizodowi dodaje zaś fakt, że w wycenie ubezpieczyciel napisał, że zwycięzca z aukcji jest ZOBOWIĄZANY zakupić auto, podczas gdy tak naprawdę, to nikt nie może go do tego zmusić. Nieco zatem wściekła zadzwoniłam do ubezpieczyciela z pytaniem, co on na to i że ja bardzo sobie nie życzę, żeby obce osoby zarzucały mi, że jestem oszustka i złodziejka, bo to nie ja wystawiałam auto na aukcję. Ubezpieczyciel nie przeprosił za całe to zamieszanie, za to przesłał następną wycenę. I ta już tak przyjemna nie była. Na drugiej aukcji bowiem nie znalazł się nikt skłonny zakupić pozostałości mojego auta, więc ubezpieczyciel oparł się na podanym przez rzeczoznawcę współczyniku zbywalności (WTF?), który wyniósł 5800, i w związku z tym uznał, że może mi wypłacić li i jedynie 13100. Bo wg nich auto jest warte po wypadku 5800 i ja sobie bez problemu za tyle powinnam je sprzedać.*Jakiekolwiek próby negocjacji nie miały oczywiście sensu, ubezpieczyciel się zaparł i kazał się cieszyć tym, co daje. No to Duży Sierściuch zaczął szukać po stacjach złomujących auta, kto by był chętny kupić mój wrak i dał przy okazji najwięcej. Jak się okazało, najwięcej to było 2500, bo i stacja chciała na tym zarobić, wymontowując, co tylko zdatne do użytku, i sprzedając w swoim sklepie z częściami używanymi. W ten oto sposób wypadek kosztował mnie 3300, co było o tyle niekorzystne, że miałam o tyle mniej pieniędzy na kupno następnego auta, a dodatkowo spłacałam kredyt na auto, którego nie posiadałam już. Ale jako że, jak kiedyś już pisałam, urodziłam się w czepku, dodatkowe pieniądze się znalazły i koniec końców wyszłam na tym całkiem dobrze. Tydzień temu mniej więcej sprawiłam sobie po miesiącach poszukiwań następne auto - Lancię Lybrę Kombi. Uznałam, że skoro DS ma bajerancki samochód, to ja nie chcę być gorsza, a jako że szukaliśmy kombi, co by się wózek dziecia zmieścił (wot, proza życia...), to już od początku miałam wybór nieco zawężony. Auto piękne, zrywne, oszczędne, ze wszystkimi możliwymi udogodnieniami dla kierowcy i co ważne, niewypadkowe i sprawne w 100%. Teraz mam tylko nadzieję, że zła passa się już skończyła i samochód starczy mi na dłużej. I dla zainteresowanych, a laików: tak oto wygląda rzeczona Lancia. *No chyba jedynie pracowicie przez pół roku wymontowując poszczególne elementy silnika i nadwozia i sprzedając na Allegro. piątek, 03 lipca 2009, havvah
TrackBack
Komentarze
frida.lyngstad
2009/07/17 20:37:51
Piękny samochód, Havvah! I - kurczę pieczone - Ty to zawsze coś ciekawego wygrzebiesz!
|