głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

Blog > Komentarze do wpisu

Pod latarnią najciemniej

Kot zaanektował na dobre wózek dziecia. Na szczęście jedynie miejsce między kołami służące przewożeniu czegoś w zależności od okoliczności. Że się zaczął do wózka przystawiać, to pisałam już parę miesięcy temu, ale teraz, jako że wózek na co dzień stoi w korytarzu, a nie przed mieszkaniem, a drapak kota definitywnie się załamał pod jego wagą, Aaron uznał, że jest to najlepsze miejsce na drzemki dzienne i nocne, jak i obserwację z ukrycia całego domu. Cichą obserwację, dodajmy, bo powoduje to jak zwykle mini zawały, ale tym razem Dużego Sierściucha. DS bowiem wymyślił, że spacerówka na płask i po zdjęciu budy jest idealną platformą do wożenia dziecia po domu, co by nie marudziła, że się ją zostawia, i co by się nie przedźwigać jej noszeniem, bo już swoje waży. Tak więc DS urzędował po pokojach, to sypialnię ogarniając, to pranie nastawiając, a dzieć na brzuchu robił peryskop i przyglądał się pracom. Po jakichś 2 godzinach DS zorientował się, że jakoś tak cicho i kota dawno już nie widział. W pierwszym odruchu pognał na balkon, ale puknąwszy się w głowę przypomniał sobie, że tego dnia jeszcze drzwi na balkon nie otwierał, więc Aaron żadną miarą nie mógł się na nim znaleźć. No to zaczęły się poszukiwania kota z dzieciem na wózku. Przejazd od pokoju do pokoju, przeszukanie wszystkich kryjówek łącznie z zamkniętymi w naszym przekonaniu na amen szafami, przetrzepanie pościeli, padnięcie na kolana przed sofą i biblioteką, pod którymi kocur zwykł się chować. I nic. Kot się zdematerializował i, co gorsza, nie raczył nawet odpowiedzieć na zaczepki słowne. DS zwrócił się w końcu do dziecia, czy może ona gdzieś drania nie widziała i nie chciałaby się tą wiedzą jakoś podzielić. I jak się zwrócił, tak ujrzał bezczelnie rozwalonego Aarona w owym koszu między kołami. Kot wielce zadowolony z siebie oczywiście przeciągnął się, z politowaniem popatrzył na DS i poszedł dalej spać. No bo jak to, przez prawie 2 h wozić kota po chacie razem z dzieciem i nie zarejestrować tego faktu. No ja was proszę. Prawda?

sobota, 01 sierpnia 2009, havvah

Polecane wpisy

  • Aaron ma się dobrze

    To miał być głównie blog o kocie, a tymczasem Aarona tu tyle, co kot napłakał. Straszliwie nad tym boleję, a dodatkowo niestety nie mam wystarczająco dużo czasu

  • Natura wyszła z lasu part 2

    A taki był spokój, a tak powolutku do przodu mi się żyło, aż sama się dziwiłam, że coś chyba za nudno u mnie. I proszę. Wczoraj niemalże zawału dostałam i to pu

  • Natura wyszła z lasu

    Jest upał. W związku z tym daliśmy kredyt zaufania kotu i postanowiliśmy zostawiać jednak drzwi na balkon otwarte. Błąd. Jak zwykle, błąd. Dziś koło południa dz

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/08/02 10:22:40
Prawda :-)
-
abigail090
2009/08/04 23:08:51
Hi hi! Niezły był, że nie dał nic po sobie poznać, że tam siedzi :)).... Pozdrowienia.
-
matka-mamrotka
2009/08/05 13:07:43
Nasze koty też mają ten durnowaty zwyczaj dematerializacji właśnie wtedy gdy człowiek chce pilnie wyjść z domu i chce być pewny, że przed wyjściem koty widział...nic nie pomaga, ani wołanie, ani trzepanie żarciem....nic po prosty kamfora. Gdyw końcu jednak łaskawie ruszą dupska to wychodzą z miejsc które 3 razy przeszukiwałam...może ślepnę na starość i czas iść do okulisty?