głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

Blog > Komentarze do wpisu

Elaborat powrotny

Osiem miesięcy bez pisania to rzeczywiście długo. Sama nie wiem, jakim cudem tak szybko ten czas zleciał. Pewnie przez prozę życia, czyli dziecia, pracę, dom i brak czasu dla siebie. Przeglądam sobie od czasu do czasu tego bloga, przy niektórych wpisach uśmiecham się do siebie z nostalgią i zastanawiam, czy jestem w stanie streścić jakoś sensownie te miesiące milczenia. Może więc znowu w punktach, a ta notka zmobilizuje mnie do skutecznego  reanimowania bloga.

1. Dzieć

Dwa tygodnie temu skończyła już 14 miesięcy.  Można rzec, że z miesiąca na miesiąc coraz lepiej przystosowywaliśmy się do nowej sytuacji. O ile początki były trudne, o tyle z każdym zakończonym tygodniem coraz łatwiej udawało nam się zrozumieć, o co jej chodzi i jak reagować na różne sytuacje. Teraz mamy już ten czas, gdy możemy się tylko zachwycać dzieciem, jej rozwojem, bystrością i urodą. Nie sprawia praktycznie żadnych problemów, je wszystko, zasypia grzecznie sama, rozumie wszystko, co się do niej mówi (choć nie zawsze się z tym zgadza...), chłonie nowości jak gąbka, wciąż się śmieje i uczy nas, jak cieszyć się życiem i chwilą obecną. Obserwowanie jej sprawia nam niesamowitą przyjemność i poniekąd cieszę się, że pierwsze miesiące i ciężkiego baby bluesa przykryła mgła zapomnienia. Czasami patrzę z niedowierzaniem na jej zdjęcia sprzed roku i zdumiewa mnie, jak ten mały człowieczek szybko się zmienia i rośnie. Staram się dokumentować zdjęciami, ile tylko się da, i snuję plany na przyszłość, co dla niej zrobię, czym ją obdaruję i jak będziemy wspólnie poznawać świat. Dla niej chcę wrócić do moich badań genealogicznych, żeby odtworzyć jej dzieje naszej rodziny, bo gdy patrzę na nią i zdjęcia moich praprapradziadków w paszportach z zaboru ruskiego, to czuję tę ciągłość życia i wpadając w patetyczny ton widzę sens istnienia. Ale poza momentami takiego budyniu zarezerwowanymi tylko dla niej nadal jestem cyniczna, gruboskórna i sceptycznie podchodzę do rzeczywistości. Z pewnością nie żyję tylko dla dziecia, jej pojawienie się raczej uzupełniło mój świat i czasem tęsknię za dniem w samotności, ale wiadomo - priorytety się zmieniają i powoli przyzwyczajam się do faktu, że milion spraw będzie leżało jeszcze długo odłogiem, bo jest dzieć.

2. Kot

Okazał się być idealnym kotem dla rodziny z małym dzieckiem. Cierpliwie znosił jej początkowe zaczepki, gdy nie potrafiła jeszcze delikatnie go dotknąć i wyrywała mu całe kępki sierści. Może ze trzy razy podniósł na nią ostrzegawczo łapę, ale zawsze ze schowanymi pazurami i nigdy jej nie pacnął. Gdy stawała się zbyt namolna czy brutalna, zawsze rejterował do drugiego pokoju i nie okazywał żadnej agresji. Z czasem oswajał się z nią coraz bardziej,  a dziś panuje między nimi stuprocentowa komitywa. Czasem chodzą razem po domu, a dzieć trzyma rękę na jego grzbiecie. Czasem, gdy Aaron śpi na naszym łóżku, dzieć potrafi przyjść, wgramolić się i przytulić głowę do jego futra. Czasem sama nieporadnie naciąga sznurek w jego myszach zabawkach i próbuje mu rzucić i w ten sposób zachęcić go do zabawy. Czasem z szacunkiem i uwielbieniem dotyka delikatnie jego uszu, łap i ogona i każe mi po tysiąc razy potwarzać te wyrazy, żeby utrwalić sobie w głowie. A Aaron, gdy wracamy z nią do domu, zawsze podchodzi do niej, obwąchuje badawczo jej włosy i twarz, dotyka nosem nos i odchodzi spokojny, że wszystko jest tak jak powinno być. Oczywiście bywa i mniej sielankowo. Czasem kot wpada do niej do pokoju z łomotem wieczorem, akurat wtedy, gdy zasypia, czasem urządza w nocy koncert jojczenia i budzi ją, a czasem ostentacyjnie olewa ją i jej próby interakcji. Ale dzieć też nie jest mu dłużna i potrafi czasem specjalnie podejść do niego, gdy śpi, i zawyć radośnie wysokie C, żeby z ukontentowaniem ogladać jego przerażoną minę i ucieczkę jak najdalej od źródła hałasu. A czasem gdy widzi, że Aaron robi to, za co ja go  zazwyczaj ochrzaniam, biegnie po mnie i paluszkiem na niego wskazując, skarży na niego w swoim własnym języku.

No, na dzisiaj wystarczy, bo po tak długim okresie przerwy ciężko się zbiera myśli i z trudem kleci zdania. Może niebawem i zdjęcia Aarona się pojawią, jeśli tylko znajdę w miarę aktualne, albo mu zrobię nowe.

piątek, 07 maja 2010, havvah

Polecane wpisy

  • 1%

    Choć od dawna nie pisałam i nie wiadomo, czy kiedyś znów coś napiszę, teraz chodzi o słuszną sprawę, więc się odzywam. Każdy z nas co roku ma możliwość pomóc in

  • Enneagram po raz drugi

    15 listopada 2008 roku temu popełniłam tę notkę . Jako że już niemalże dwa lata minęły, z ciekawości i przekory jeszcze raz dziś przeszłam przez pytania testowe

  • To lubię...

    Zuzanka wskazała na mnie palcem, wypominając, że od sierpnia nic nie napisałam. Próbowałam wytłumaczyć, że ostatnimi czasy bardziej chce mi się czytać niż pisa

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
abigail090
2010/05/07 23:51:52
Jacie!!! A wczoraj myślałam, czy nie usunąć Was z linków :))) Dobrze widzieć. Przeczytam jutro dokładnie, nie mniej gratuluję Dziecia :) i Kota :)
-
mery
2010/05/11 10:17:55
:-))) Juhu :-)