głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

Blog > Komentarze do wpisu

Natura wyszła z lasu

Jest upał. W związku z tym daliśmy kredyt zaufania kotu i postanowiliśmy zostawiać jednak drzwi na balkon otwarte. Błąd. Jak zwykle, błąd.

Dziś koło południa dzieć sobie smacznie drzemał, my siedzieliśmy przed tv próbując się ochłodzić litrami płynów, a kot spoczywał pod stolikiem na balkonie. Ot, sielanka. I nagle usłyszeliśmy łubudubu, piski, ćwierkania ptaszków i jęk obudzonego dziecia. Ja pobiegłam na balkon, Duży Sierściuch do małej. Wybiegając z pokoju w drzwiach balkonu zdołałam dostrzec kota, co to zeskakiwał z barierki, wbiegał do domu i na mój widok wziął azymut na sypialnię, żeby się tam zabunkrować z mazurkiem*. Dorwałam drania obok łóżka, chwyciłam za szmaty i wyniosłam na powrót na balkon, intuicyjnie czując, że próby oswobodzenia ptaszka w domu mogą się skończyć jego demolką (znaczy się domu, a nie ptaszka). Na balkonie chwyciłam Aarona pod żuchwę i wbijając palce tam, gdzie się łączy górna i dolna szczęka, udało mi się otworzyć mu paszczę. Mazurek wyskoczył, kot próbował za nim, ale twardo trzymałam (przez co się oczywiście zadrapań nabawiłam), i dzięki temu po paru skokach udało się ptaszku odlecieć. Mam nadzieję, że poza strachem i utratą 5 piórek nic mu się nie stało.

I teraz tak. Zachodzę w głowę, jakie figury ekwilibrystyczne musiał odprawić Aaron, żeby sięgnąć z barierki (która sama w sobie jest przecież szerokości może 2 cm) do rachitycznej, wiotkiej gałęzi sosny, z tejże gałązki zerwać ptaszka i nie spierdolić się w dół, ale wrócić na balkon. DS powiedział potem kotu, że mu zaimponował. Mi też.

No a druga sprawa, to oczywiście nadszarpnięty wizerunek kota spolegliwego, co to zapomniał o szaleństwach i się wylegiwał na balkonie oszczędzając siły ze względu na panujący upał. No dupa - znów musimy wrócić chyba do  rytuału wypuszczania kota na balkon tylko z nami i zamykania drzwi, gdy z balkonu wychodzimy. Biorąc pod uwagę panujące temperatury, cieszy mnie to niezmiernie...

*Takie samo jak wróbelek, ino na policzkach ma brązowe placki.

sobota, 17 lipca 2010, havvah

Polecane wpisy

  • Aaron ma się dobrze

    To miał być głównie blog o kocie, a tymczasem Aarona tu tyle, co kot napłakał. Straszliwie nad tym boleję, a dodatkowo niestety nie mam wystarczająco dużo czasu

  • Kot nam dorośleje

    W lutym tego roku posiałam Aaronowi trawkę, co by się jej mógł nażreć i ulżyć żołądkowi, w którym, jak sądziłam, zalegała w dużych ilościach jego sierść. Kot tr

  • Pod latarnią najciemniej

    Kot zaanektował na dobre wózek dziecia. Na szczęście jedynie miejsce między kołami służące przewożeniu czegoś w zależności od okoliczności. Że się zaczął do wóz

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
mery
2010/07/29 10:27:44
A zabezpieczenie balkonu? :-)