głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

Blog > Komentarze do wpisu

To lubię...

Zuzanka wskazała na mnie palcem, wypominając, że od sierpnia nic nie napisałam. Próbowałam wytłumaczyć, że ostatnimi czasy bardziej chce mi się czytać niż pisać i że literacki polot, jeśli jakikolwiek był, postanowił gdzieś odlecieć, ale była nieugięta. No to spróbuję wypisać te 10 rzeczy, które lubię, choć ciężko będzie, bo obecnie ze względu na natłok obowiązków i pogodę za oknem to więcej i bardziej nie lubię niż lubię. Kolejność przypadkowa, choć przypuszczam, że pierwsze typy to te bardziej w głowie siedzące z powodu tęsknoty za, niż łatwo dostępne i przez to spowszedniałe.

1. Samotność - To mój taki wewnętrzny paradoks i schizofrenia. Choć jestem ekstrawertyczką i raczej nie mam problemu z przebywaniem wśród ludzi i wchodzeniem w tzw. interakcje, zdecydowanie wolę być sama. Niestety, od dłuższego czasu jest to dla mnie nieosiągalny luksus, bo jak nie ludzie w pracy, to w domu Duży Sierściuch i/lub dzieć, a spędzanie od czasu do czasu  samotnego wieczoru, gdy już położę ją spać, a DS jest akurat na drugą zmianę w pracy, to jedynie namiastka prawdziwej samotności. Bo samotność dla mnie to nie tylko brak ludzi obok, ale również stuprocentowa decyzyjność, co w danym momencie zrobię. A przecież przy śpiącym dzieciu nie postanowię sobie pojechać na wieczorny seans do kina.

2. Jazda samochodem - Bardzo lubię jeździć samochodem. Co ważne, lubię jeździć sama, w sensie nie tylko jako kierowca, ale również jako jedyna osoba w aucie. Oczywiście, ma to związek z punktem pierwszym, bo jazda samochodem daje mi właśnie chwilę oddechu i czas tylko dla siebie. Z tego powodu niemalże czasami żałuję, że droga do i z pracy zabiera mi tylko 15 min., i całkiem lubię stać w korkach (o ile oczywiście nie śpieszę się na umówione spotkanie). Druga sprawa to poczucie wolności (ależ stereotypowe). Uwielbiam po prostu jechać przed siebie, swoim rytmem, czasem wolno, czasem szybko. Z rozrzewnieniem wspominam czas spędzony na stypendium w Berlinie, kiedy to co miesiąc przyjeżdżałam na weekend do Poznania do DS. Cztery godziny w samochodzie, postój kiedy sobie tylko zamarzyłam, wyjazd o 4 rano na kompletnie pustą drogę. To se ne wrati.

3. Palenie papierosów - Mój jedyny, jak na razie niezwalczalny nałóg, choć traktuję go często jako jedyną prawdziwą przyjemność w życiu. Alkohol mnie nie ciągnie i rzadko go pijam, a na używki nielegalne jestem zbyt odporna i psychicznie i fizycznie, więc nici z przyjemności. Uzależniona niestety jestem psychicznie (stąd ta przyjemność), bo gdy okoliczności typu choroba, ciąża, karmienie, czy towarzystwo ludzi nieznoszących dymu tego wymaga, mogę nie palić i to długo. W związku z tym choć wiem, że kiedyś będę musiała odmówić sobie tej przyjemności, a nie pomogą mi żadne gumy czy plastry, a jedynie silna wola i żelazne postanowienie, że już koniec i basta. O to jednak na razie trudno.

4. Kolor szary - Z rozsądku dawkuję go sobie i w ubiorze i w życiu codziennym, ale gdyby to tylko ode mnie zależało, to pewnie i cała garderoba i cały dom byłyby właśnie szare.

5. Zwierzęta - Wiem. Cliché. Ale nic nie poradzę. Uwielbiam patrzeć na zwierzęta, oglądać ich zachowania, chłonąć wygląd. Lubię je za ich czarno-biały świat bez podtekstów i niedomówień, a jednocześnie lubię być zaskakiwana przez ich nietypowe zachowania, implikujące domniemanie, że jednak są czymś więcej niż tylko zwierzętami (o ile oczywiście ktoś mi poda definicję, co to znaczy "być tylko zwierzęciem"). Miałam psa, pająki, papugę. Teraz mam kota, którego uwielbiam i szczerze boleję, że nie poświęcam mu tyle czasu, na ile zasługuje. Żywię nadzieję, że kiedyś dorobię się domu i będę mogła mieć zwierząt więcej. Na razie za to pielęgnuję w dzieciu miłość do nich i poszanowanie dla ich zachowania i zwyczajów.

6. Ludzie z pasją i talentami - Szczerze podziwiam, acz nie zazdroszczę, wychodząc z założenia, że mnie raczej żadnego daru tak na serio nie przyznano i pozostaje się z tym pogodzić. Niemniej jednak lubię patrzeć, jak z zaaferowaniem opowiadają o tym, co ich porywa, jak oddają się pasji tworzenia, czy jak zwykłe przedmioty i materie zamienają w unikalne cuda. Czuję się wówczas lepiej i uśmiecham się do siebie, znajdując w tej obserwacji również dla siebie jakieś spełnienie.

7. Precyzja - W każdym tego słowa znaczeniu. Lubię dokładność podczas każdego rodzaju tworzenia, naprawiania, kopiowania, projektowania, pisania, opowiadania, sprzątania, gotowania, myślenia, mówienia i długo by jeszcze wymieniać. Zamiłowanie do precyzji wpoił mi ojciec, ucząc, że wszystko musi być wykonane idealnie, bez miejsca na niedoróbki czy błędy. Jest to też trochę moje przekleństwo, bo wymagam tego od innych. Często obrywało się DS, a to że blat do kuchni o 2 minimetry krzywo przycięty, że obraz wisi 1 minimetr za bardzo w lewo, że przy malowaniu jeden kawałek warstwy jest bardziej niż drugi. Strasznie mnie to irytuje.

8. Herbata - Nie uważam się za wielkiego konesera czy znawcę, ale uwielbiam zaparzyć sobie w imbryku dobrej herbaty i pić ją powoli, delektując się nowoodkrywanymi połączeniami smaków. W zasadzie mogę przetrwać bez jakichkolwiek innych napojów, ale herbatę muszę mieć.

9. Słowa - I wszystko co z nimi związane. Słowotwórstwo, nieoczywiste związki, etymologię, inteligentne gry słowne, tłumaczenia i brzmienie. Ludzi potrafiących pięknie mówić, pisać i bawić się słowem jest tak niewielu, że chłonę ich twórczość do bólu, żałując że odchodzą w zapomnienie. Kabaret starszych panów, przekłady L. Carolla Macieja Słomczyńskiego, T. Beksińskiego, S. Barańczaka, zabawa słowem E.E. Cummingsa, twórczość Ezry Pounda*. Brak mi słów i miejsca na dalsze wymienianie niedościgłych wzorów.

10. Dzieć - Tak. Zapewne również cliché, ale musiałam ją tu wymienić. Wiadomo, dziecko się kocha, uwielbia, to jedno jest najwspanialsze, najmądrzejsze i w ogóle. Ale. Poza tą matczyną, bezkresną miłością jest również miejsce na lubienie. Lubię patrzeć, jak z dnia na dzień staje się coraz mądrzejszym małym człowieczkiem, jak delikatnie potrafi obchodzić się z kotem, jak okazuje nam swoją bezwarunkową miłość, jak próbuje się buntować przeciwko regułom, jak zdobywa nowe skille, i lubię miliony innych rzeczy z nią związanych.

A żeby zakończyć wbrew regułom sztuki łańcuszkowej, nie wskażę następnych osób, którym powinnam przekazać pałeczkę, z tej prostej przyczyny, że czytuję tylko kilka blogów, a ich właściciele albo nie są świadomi mojego istnienia i tego bloga, albo już przez inne osoby zostali namaszczeni do popełnienia notki "Lubię to".

 

*Muszę tu zacytować, bo to mój najbardziej, najmocniej ulubiony wiersz:

Erat Hora

‘Thank you, whatever comes.' And then she turned
And, as the ray of sun on hanging flowers
Fades when the wind hath lifted them aside,
Went swiftly from me. Nay, whatever comes
One hour was sunlit and the most high gods
May not make boast of any better thing
Than to have watched that hour as it passed.

środa, 03 listopada 2010, havvah
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: