głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

piątek, 25 marca 2011

Choć od dawna nie pisałam i nie wiadomo, czy kiedyś znów coś napiszę, teraz chodzi o słuszną sprawę, więc się odzywam. Każdy z nas co roku ma możliwość pomóc innym przekazując na wybrany cel 1% z podatku. Jeden procent może wydawać się skromną kwotą, ale gdy zsumuje się te procenty od wielu osób, to sami wiecie. Pomagajcie więc.

Obrazek pobrałam od zuzanki, a swój 1% przekazałam znajomej chorującej na SM.

1procent

piątek, 03 grudnia 2010

To miał być głównie blog o kocie, a tymczasem Aarona tu tyle, co kot napłakał. Straszliwie nad tym boleję, a dodatkowo niestety nie mam wystarczająco dużo czasu dla niego. Praca, dzieć, obowiązki domowe powodują, że kot, który dość długo był samowystarczalny i w nosie miał jakieś dłuższe sesje miziania czy przesiadywania na kolanach, teraz zaczyna się sam dopominać o chwilę pieszczot, wskakując na sofę, bodąc głową w moją rękę i żałośnie miaucząc. Szczęściem w tej sytuacji jest dzieć, która już potrafi całkiem delikatnie go pogłaskać i przytulić się do niego, dzięki czemu powoli rośnie kotu jeszcze jedna osoba do miziania. A ja? No cóż. Wypracowałam sobie z Aaronem rytuał, dzięki któremu moje wyrzuty sumienia są choć trochę zagłuszane. Co wieczór, gdy idę spać, kot wskakuje na łóżko i układa się przy moim boku, a ja walczę ze zmęczeniem i głaszczę go tak długo, aż Aaron uzna, że wystarczy i uda się na kolację do miski, albo ja zasnę z ręką wtuloną w koci brzuch.

Poniżej ostatnie zdjęcia kota - w namiocie, który kupiliśmy ku uciesze dzieciu w IKEI.

w namocie

środa, 03 listopada 2010

15 listopada 2008 roku temu popełniłam tę notkę. Jako że już niemalże dwa lata minęły, z ciekawości i przekory jeszcze raz dziś przeszłam przez pytania testowe, żeby zobaczyć, czy nadal jestem jedynką ze skrzydłem 9, czyli Idealistką. Stety/niestety (bo uczucia mam mieszane) zmieniłam się z w czystą ósemkę, czyli Szefa. Poniżej opis nowej mnie , a ja się  teraz oddam refleksji, czy to wpływ miejsca pracy, czy może narodzin dziecka, czy po prostu ewoluuję w jeszcze bliżej nieznaną istotę. Trochę to scary prawdę mówiąc.

Ósemki odczuwają potrzebę bycia silnym by móc panować nad każdą okolicznością i każdym zdarzeniem. Mogą być skuteczni, opiekuńczy i zaangażowani w sprawę, lub też mogą być destrukcyjni, niepohamowani i sadystyczni. Ósemki, dziewiątki i jedynki tworzą kolejne emocjonalne trio, którego motorem jest agresja. O ile dwójki, trójki i czwórki mogą być niepewni tego kim są i co czują, piątki, szóstki i siódemki są niepewni co do swoich działań, to ósemki, dziewiątki i jedynki mają problem ze zrozumieniem abstrakcyjnych idei i nie potrafią głęboko myśleć. Ósemki odczuwają silną potrzebę niezależności i władzy nad tym co robią i nie tolerują sytuacji w której nie mogą w żaden sposób wpłynąć na jej przebieg. Odczuwają też potrzebę niezależności finansowej często ciężko na to pracując wszelkimi możliwymi sposobami. Odczuwając potrzebę bycia w stabilnej sytuacji (jedzenie, dom, pieniądze są dla nich kluczowymi sprawami) poszukują sposobów kontroli otoczenia. Czasem prowadzi to do uznawania wyższej wartości przedmiotów niż ludzi.

A poniżej parę instrukcji:

Jak postępować ze mną

  • umiej zadbać o siebie i o mnie
  • bądź silny i bezpośredni
  • nie plotkuj na mój temat i nie zawiedź mojego zaufania
  • bądź wrażliwy i dziel się swoimi uczuciami. Dostrzegaj i doceniaj moją wrażliwą stronę
  • doceniaj moje poświęcenie i mój wkład w sprawę, ale nie praw mi pochlebstw
  • często wyrażam się w sposób asertywny. Nie zakładaj, że jest to osobisty atak na Ciebie
  • gdy krzyczę i przeklinam, pamiętaj, że poprostu taka jestem

Co lubię w byciu ósemką

  • bycie zależnym tylko od siebie i pewnym własnych możliwości
  • umiejętność przejmowania kontroli i sprostywania wytyczonym celom
  • bycie odważnym, bezpośrednim i solidnym
  • bycie wspomagającym i ochraniającym tych, którzy są blisko mnie
  • czerpiącym z życia pełnymi garściami

Co jest trudne w byciu ósemką

  • przytłaczanie innych moją bezceremonialnością, odstraszanie ich gdy tego nie zamierzałem
  • bycie nerwowym i niecierpliwym z powodu braku kompetencji innych
  • nadstawianie karku za innych i nie bycie docenianym za to
  • nie zapominanie ran mi zadanych i niesprawiedliwości
  • denerwowanie się gdy ludzie nie trzymają się ustalonych zasad lub gdy sprawy nie idą po mojej myśli

I smaczek na koniec, który mnie niezmiernie rozbawił "Kobietę ósemkę jest znacznie trudniej rozpoznać niż mężczyznę, gdyż wiele zachowań typowych dla ósemki nie widuje się u kobiet."

Zuzanka wskazała na mnie palcem, wypominając, że od sierpnia nic nie napisałam. Próbowałam wytłumaczyć, że ostatnimi czasy bardziej chce mi się czytać niż pisać i że literacki polot, jeśli jakikolwiek był, postanowił gdzieś odlecieć, ale była nieugięta. No to spróbuję wypisać te 10 rzeczy, które lubię, choć ciężko będzie, bo obecnie ze względu na natłok obowiązków i pogodę za oknem to więcej i bardziej nie lubię niż lubię. Kolejność przypadkowa, choć przypuszczam, że pierwsze typy to te bardziej w głowie siedzące z powodu tęsknoty za, niż łatwo dostępne i przez to spowszedniałe.

1. Samotność - To mój taki wewnętrzny paradoks i schizofrenia. Choć jestem ekstrawertyczką i raczej nie mam problemu z przebywaniem wśród ludzi i wchodzeniem w tzw. interakcje, zdecydowanie wolę być sama. Niestety, od dłuższego czasu jest to dla mnie nieosiągalny luksus, bo jak nie ludzie w pracy, to w domu Duży Sierściuch i/lub dzieć, a spędzanie od czasu do czasu  samotnego wieczoru, gdy już położę ją spać, a DS jest akurat na drugą zmianę w pracy, to jedynie namiastka prawdziwej samotności. Bo samotność dla mnie to nie tylko brak ludzi obok, ale również stuprocentowa decyzyjność, co w danym momencie zrobię. A przecież przy śpiącym dzieciu nie postanowię sobie pojechać na wieczorny seans do kina.

2. Jazda samochodem - Bardzo lubię jeździć samochodem. Co ważne, lubię jeździć sama, w sensie nie tylko jako kierowca, ale również jako jedyna osoba w aucie. Oczywiście, ma to związek z punktem pierwszym, bo jazda samochodem daje mi właśnie chwilę oddechu i czas tylko dla siebie. Z tego powodu niemalże czasami żałuję, że droga do i z pracy zabiera mi tylko 15 min., i całkiem lubię stać w korkach (o ile oczywiście nie śpieszę się na umówione spotkanie). Druga sprawa to poczucie wolności (ależ stereotypowe). Uwielbiam po prostu jechać przed siebie, swoim rytmem, czasem wolno, czasem szybko. Z rozrzewnieniem wspominam czas spędzony na stypendium w Berlinie, kiedy to co miesiąc przyjeżdżałam na weekend do Poznania do DS. Cztery godziny w samochodzie, postój kiedy sobie tylko zamarzyłam, wyjazd o 4 rano na kompletnie pustą drogę. To se ne wrati.

3. Palenie papierosów - Mój jedyny, jak na razie niezwalczalny nałóg, choć traktuję go często jako jedyną prawdziwą przyjemność w życiu. Alkohol mnie nie ciągnie i rzadko go pijam, a na używki nielegalne jestem zbyt odporna i psychicznie i fizycznie, więc nici z przyjemności. Uzależniona niestety jestem psychicznie (stąd ta przyjemność), bo gdy okoliczności typu choroba, ciąża, karmienie, czy towarzystwo ludzi nieznoszących dymu tego wymaga, mogę nie palić i to długo. W związku z tym choć wiem, że kiedyś będę musiała odmówić sobie tej przyjemności, a nie pomogą mi żadne gumy czy plastry, a jedynie silna wola i żelazne postanowienie, że już koniec i basta. O to jednak na razie trudno.

4. Kolor szary - Z rozsądku dawkuję go sobie i w ubiorze i w życiu codziennym, ale gdyby to tylko ode mnie zależało, to pewnie i cała garderoba i cały dom byłyby właśnie szare.

5. Zwierzęta - Wiem. Cliché. Ale nic nie poradzę. Uwielbiam patrzeć na zwierzęta, oglądać ich zachowania, chłonąć wygląd. Lubię je za ich czarno-biały świat bez podtekstów i niedomówień, a jednocześnie lubię być zaskakiwana przez ich nietypowe zachowania, implikujące domniemanie, że jednak są czymś więcej niż tylko zwierzętami (o ile oczywiście ktoś mi poda definicję, co to znaczy "być tylko zwierzęciem"). Miałam psa, pająki, papugę. Teraz mam kota, którego uwielbiam i szczerze boleję, że nie poświęcam mu tyle czasu, na ile zasługuje. Żywię nadzieję, że kiedyś dorobię się domu i będę mogła mieć zwierząt więcej. Na razie za to pielęgnuję w dzieciu miłość do nich i poszanowanie dla ich zachowania i zwyczajów.

6. Ludzie z pasją i talentami - Szczerze podziwiam, acz nie zazdroszczę, wychodząc z założenia, że mnie raczej żadnego daru tak na serio nie przyznano i pozostaje się z tym pogodzić. Niemniej jednak lubię patrzeć, jak z zaaferowaniem opowiadają o tym, co ich porywa, jak oddają się pasji tworzenia, czy jak zwykłe przedmioty i materie zamienają w unikalne cuda. Czuję się wówczas lepiej i uśmiecham się do siebie, znajdując w tej obserwacji również dla siebie jakieś spełnienie.

7. Precyzja - W każdym tego słowa znaczeniu. Lubię dokładność podczas każdego rodzaju tworzenia, naprawiania, kopiowania, projektowania, pisania, opowiadania, sprzątania, gotowania, myślenia, mówienia i długo by jeszcze wymieniać. Zamiłowanie do precyzji wpoił mi ojciec, ucząc, że wszystko musi być wykonane idealnie, bez miejsca na niedoróbki czy błędy. Jest to też trochę moje przekleństwo, bo wymagam tego od innych. Często obrywało się DS, a to że blat do kuchni o 2 minimetry krzywo przycięty, że obraz wisi 1 minimetr za bardzo w lewo, że przy malowaniu jeden kawałek warstwy jest bardziej niż drugi. Strasznie mnie to irytuje.

8. Herbata - Nie uważam się za wielkiego konesera czy znawcę, ale uwielbiam zaparzyć sobie w imbryku dobrej herbaty i pić ją powoli, delektując się nowoodkrywanymi połączeniami smaków. W zasadzie mogę przetrwać bez jakichkolwiek innych napojów, ale herbatę muszę mieć.

9. Słowa - I wszystko co z nimi związane. Słowotwórstwo, nieoczywiste związki, etymologię, inteligentne gry słowne, tłumaczenia i brzmienie. Ludzi potrafiących pięknie mówić, pisać i bawić się słowem jest tak niewielu, że chłonę ich twórczość do bólu, żałując że odchodzą w zapomnienie. Kabaret starszych panów, przekłady L. Carolla Macieja Słomczyńskiego, T. Beksińskiego, S. Barańczaka, zabawa słowem E.E. Cummingsa, twórczość Ezry Pounda*. Brak mi słów i miejsca na dalsze wymienianie niedościgłych wzorów.

10. Dzieć - Tak. Zapewne również cliché, ale musiałam ją tu wymienić. Wiadomo, dziecko się kocha, uwielbia, to jedno jest najwspanialsze, najmądrzejsze i w ogóle. Ale. Poza tą matczyną, bezkresną miłością jest również miejsce na lubienie. Lubię patrzeć, jak z dnia na dzień staje się coraz mądrzejszym małym człowieczkiem, jak delikatnie potrafi obchodzić się z kotem, jak okazuje nam swoją bezwarunkową miłość, jak próbuje się buntować przeciwko regułom, jak zdobywa nowe skille, i lubię miliony innych rzeczy z nią związanych.

A żeby zakończyć wbrew regułom sztuki łańcuszkowej, nie wskażę następnych osób, którym powinnam przekazać pałeczkę, z tej prostej przyczyny, że czytuję tylko kilka blogów, a ich właściciele albo nie są świadomi mojego istnienia i tego bloga, albo już przez inne osoby zostali namaszczeni do popełnienia notki "Lubię to".

 

*Muszę tu zacytować, bo to mój najbardziej, najmocniej ulubiony wiersz:

Erat Hora

‘Thank you, whatever comes.' And then she turned
And, as the ray of sun on hanging flowers
Fades when the wind hath lifted them aside,
Went swiftly from me. Nay, whatever comes
One hour was sunlit and the most high gods
May not make boast of any better thing
Than to have watched that hour as it passed.

wtorek, 17 sierpnia 2010

A taki był spokój, a tak powolutku do przodu mi się żyło, aż sama się dziwiłam, że coś chyba za nudno u mnie. I proszę. Wczoraj niemalże zawału dostałam i to punkt o 24, więc tylko duchów brakowało.

Leżę sobie spokojniew łóżku, nie wadząc nikomu, słucham burzy za oknem i próbuję zasnąć, a tu nagle Aaron zaczyna mi po domu z łomotem biegać. Od sypialni, przez łazienkę do dużego pokoju. I z powrotem. I tak z 10 minut. I słychać, że jakąś zabawkę obrabia na wszystkie strony. Się troszkę wkurzyłam, bo spać jednak chciałam, i gdy znów wpadł do sypialni zapaliłam światło, żeby zobaczyć, co się dzieje. Kot uciekł do drugiego pokoju, więc zwlekłam zwłoki i poszłam za nim, żeby odebrać zabawkę. Stanęłam nad nim i zamarłam. A raczej serce, bo ja to się trząść zaczęłam w atawistycznym (cholera wie, dlaczego) strachu. Zabawką kota okazała się mysz. Na szczęście dla mnie (mniejsze dla niej) była już martwa, więc wzięłam ją przez worek foliowy i szybko eksmitowałam z domu. Oczywiście, przy widocznym niezadowoleniu kota, który jojczył, że takiej zabawki go pozbawiłam.

Potem zagrzebałam się głęboko w pościeli i zaczęłam analizować. Czy mysz mogła wleźć po ścianie na 1 piętro i się zabunkrować, gdy byliśmy na urlopie (okna zostawiliśmy uchylone.)? Czy może wlazła sobie w ciągu dnia, gdy balkon był otwarty, a my krążyliśmy po domu? Czy wlazła przed chwilą, żeby się ukryć przed burzą i wpadła pod przysłowiową rynnę? Czy była sama, czy z kompanią rodziny, która mi się umości w swetrach, albo w jakimś niedostępnym miejscu i będzie robić nocą wyprawy do kuchni po jedzenie? DS rano spróbował te wizje oswoić, mówiąc, że był to odosobniony przypadek i nigdy myszy nie wchodziły do tego domu, więc. Ale ja swoje wiem. A Aaron dostanie nagrodę. W końcu ochronił dziecia i nas przed strasznym losem Popiela.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43