głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

środa, 30 stycznia 2008

Najpierw Aaron w roli szaleńca wzbudził żywe zainteresowanie takoż w korpo, jak i wśród innych znajomych. Potem w niezbadany mi bliżej sposób Blox zaczął polecać mojego bloga, a statystyki oszalały. No a ja wylądowałam dziś na kanapie z mieszanymi uczuciami.

Jakoś tak przyjemniej mi się bowiem pisało, gdy żyłam w błogiej nieświadomości, że czyta mnie tylko parę znajomych osób i tylko sporadycznie na moje strony trafia jakiś zabłąkany przechodzień. Teraz ruch zrobił się większy, a ja zmuszona jestem bronić się przed presją mojej podświadomości, która mi marudzi, że teraz to już muszę się starać i po prostu "Citius, fortius, altius."

Ponieważ dziś wieczorem podświadomość wygrała, postanowiłam stanąć na wysokości zadania. A jako że akurat w moim życiu nic ciekawego się nie działo, wzięłam się za kota. Z obiektywem. Jak rasowy paparazzi skradałam się z aparatem, żeby zdobyć fotkę wartą miliony. Łaziłam za kotem do łazienki, po korytarzu, do graciarni. Czatowałam w progach pokoi i wyskakiwałam zza węgła, słysząc tuptanie zbliżających się łapek. Zdradziłam nawet swoje przekonania i pozwoliłam Aaronowi wleźć na blat w kuchni, mając nadzieję na niepowtarzalne ujęcie. I, jak widać, udało mi się!

A na drugim zdjęciu macie kota, który znudzony fleszami daje mi do zrozumienia, co on o tym wszystkim myśli.

skok

ziew 

wtorek, 29 stycznia 2008

Aaron najwyraźniej intuicyjnie odczuł, że zaczyna robić karierę w necie. W związku z tym zaczyna również pozwalać sobie na coraz więcej. Co jest o tyle dziwne, że i tak może prawie wszystko.

Między innymi jednak nie pozwalamy mu wchodzić na blat w kuchni i gonimy go za to. Od początku panowała zatem niespisana nigdzie zasada "Gdy my jesteśmy w domu, blat jest nasz, a gdy kocie jesteś sam, blat jest twój." I dotychczas układ działał bez zarzutu.

Tymczasem dziś wieczorem ta subtelna umowa została przez kota jednostronnie wypowiedziana. Kątem oka z pokoju dojrzałam Aarona na blacie w kuchni, gdzie z zainteresowaniem oblizywał pomidory i wąchał kufel po piwie, którego Dużemu Sierściuchowi nie chciało się włożyć do zmywarki.

Natychmiast się zerwałam i stanęłam nad nim z groźną miną. Kot w odpowiedzi zanurzył nos w talerzu po leczo (też wina DS, że tam stał) i zaczął wylizywać sos pomidorowy. Nachyliłam się nad nim i stanowczo wydałam odgłos typu "psik!". Kot zbliżył swój łeb do mojego, dotknął nosem nosa, dmuchnął i z ogonem szytwnym jak maszt flagowy z godnością opuścił blat. The end.

Notes to myself:

1. Opieprzyć DS za lenistwo.

2. Nie zostawiać nic jadalnego na blacie.

3. Przyszykować dla kota zemstę godną bogów.

Jeśli 3 mi wyjdzie perfekcyjnie, to mogę zapomnieć o 2, ale z wrodzonej wredoty nie zrezygnuję z 1. 

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Dziś wieczorem kot w całej okazałości pokazał swoje drugie oblicze. Ogarnęło go szaleństwo atakowania wszystkiego, co tylko ma jakieś wystające, odstające, fruwające i dyndające elementy. Ja natomiast biegałam za nim z aparatem i starałam się dorwać w kadr choć co setną scenę. Poniżej zapis walki z myszą i ataku na bluzę Dużego Sierściucha.

szalenstwo

niedziela, 27 stycznia 2008

Leżę na kanapie zaaferowana, żeby jak Napoleon ogarnąć moją podzielną uwagą treść czytanej książki, akcję oglądanego filmu i szaleństwo kota z tą walcowatą tekturką po papierze toaletowym (tak, tak - teraz to jego najlepsza zabawka...). Sielankę przerywa Duży Sierściuch, któremu zebrało się na psoty.

DS: [podchodzi z szelmowskim uśmiechem] 

Ja: [profilaktycznie] Daj mi spokój!

DS: [chwytając mnie za nogi] Zrobię ci masaż...

Ja: [machając nogami] Chyba cię powaliło!

DS: [radośnie] Sklepiemy ci sadełko!

Żebym ja mu zaraz czegoś nie sklepała...

Południe. Kolejna leniwa niedziela. Półleżymy na kanapie i zastanawiamy się, co ze sobą począć. W końcu Duży Sierściuch wstaje i zaczyna grzebać przy komórce.

Ja: Co robisz?

DS: Idę się zdrzemnąć i nastawiam budzik na 13.

Ja: A co jest o 13?

DS: Top Gear.

Ja: To ja sobie w takim razie poleżę w kąpieli.

DS: No to spotykamy się o 13 w salonie telewizyjnym.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10