głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

wtorek, 25 listopada 2008

Nawiązując do poprzedniego wpisu - Duży Sierściuch często gada sam do siebie, co jeszcze jestem w stanie znieść, ale czasem do tego wora wrzuca moje imię i nagle (tj. robiąc kolację, w wannie, w toalecie itp. itd.) zaczyna podśpiewywać na przemian basem i sopranem (no, raczej falsetem)

DS: Havvah. Havvaaaaaaaah. Haaaaaaaaaaavvah... Haaaaaaavvah, Havvaaaaaah!

Ja oczywiście, gdy tylko usłyszę pierwszy raz swoje imię, jak idiotka pytam, o co chodzi, albo wręcz idę do niego, bo myślę, że mnie woła. Oczywiście DS wówczas ma zdrową i głęboką rozrywkę, gdy widzi moją zirytowaną twarz w momencie, gdy pojmuję, że to znów jego wygłupy. Ale ostatnio znalazłam na to radę. Gdy tylko słyszę to pierwsze "Havvah", podchodzę do niego po cichu, tak żeby mnie nie zobaczył, i pacam* go w kark (lub łeb - zależy jak się nadstawi...) jednocześnie surowym tonem mówiąc:

Ja: Nie będziesz wymawiał imienia żony swojej nadaremno!

Mam nadzieję, że po paru razach uda mi się go oduczyć ;>

* Hmmm, czy pacnąć ma odmianę w czasie teraźniejszym?

Duży Sierściuch wrócił z pracy nie wiadomo czemu w doskonałym humorze. A jak ma doskonały humor, to sobie gada pod nosem, co mu zwoje nerwowe na język przyniosą. No i nagle słyszę w dali na korytarzu:

DS: [do kota na nutę cholera wie czego] Aaaaaaaaron, gdzie jest makaaaaaaaaron?

I zaraz słychać jego chichot i widzę twarz DS w drzwiach.

DS: [tym razem do mnie] Hehehe, wygłupiłem Aarona i znów zrobił kolejną minę z cyklu "confuse the cat". Ale on boskie miny robi. Ciekawe, czy rozumie rymowanki...

Popukałam się w głowę i popatrzyłam z niepokojem na kota, który właśnie wlazł do pokoju. Na szczęście nie dał po sobie poznać, co myśli o DS i rymowankach.

czwartek, 20 listopada 2008

Ja jestem bardzo spokojny człowiek i za kierownicą zazwyczaj siedzę również spokojnie. Korki mi nie przeszkadzają, jeżdżę szybko tylko wtedy, kiedy mi się chce, i zawsze sama, nie trąbię i tak dalej. Ale głupoty, chamstwa i cwaniactwa, tak jak i w innych dziedzinach życia, tak i na drodze nie znoszę. Dziś dałam temu odpór i się teraz zastanawiam, co by było, gdyby w odpowiednim momencie nie zaświeciło zielone światło. Ale po kolei.

Po pracy stanęłam sobie w korku i czekałam grzecznie do świateł, aż uda mi się skręcić w prawo. Jezdnia miała jeden pas w każdą stronę, a prowadzący w przeciwną przy samym skrzyżowaniu był rozryty przez roboty drogowe, co nieco rozrzedziło ruch w tamtym kierunku. Oczywiście z okazji tej nałogowo korzystały cwaniaczki, które lecąc pod prąd i stając tuż przed skrzyżowaniem obok twojego lewego boku czekają, aż ich wpuścisz. No bo te 6 min. stania w korku, to przecież rzecz niewyobrażalna.I obok mnie też taki cwaniaczek, tatuś czterdziestonaokoletni stanął. Ale tym razem mnie szlag trafił, bo ja mogę wpuszczać, gdy pas się kończy czy coś, ale świra, który w pogoni za czasem ileś razy przekroczył podwójną ciągłą i wyprzedzał cały korek na pasach dla pieszych, to ja przepraszam bardzo.

Tak więc stoję i udaję, że go nie widzę. A ten bezczelnie zaczyna na mnie trąbić i pokazywać, żebym go wpuściła. Od razu poziom asertywności mi się podniósł i zaczęłam kręcić głową, że nie, i że ma podwójną ciągłą, więc niech poszuka się na drzewie. Na to cwaniak próbuje się bezczelnie wepchnąć przede mnie, korzystając z okazji, że samochody ruszyły, ale ja go wymijam z prawej i staję dalej grzecznie w korku. Jemu zaś udało się stanąć za mną, bo jakiś dziadek nie wytrzymał napięcia i go wpuścił do kolejki. No i widzę w lusterku, że ten baran otwiera drzwi i rusza w moją stronę, zapewne żeby mi wygarnąć. I niestety w tym momencie zrobiło się zielone i ruszyłam, cwaniaczka mając głęboko w poważaniu...

Biorąc pod uwagę, jakie teraz po drogach świry jeżdżą to może i lepiej, ale z drugiej strony czuję ukryty smuteczek, że opatrzność nie dała mi rozładować korpostresu na tym idiocie. Akurat potrzebowałam takiego worka treningowego, a świadomość, że gdyby nie było zielonego, to mogłabym mu wygarnąć, co myślę o jego sposobie jazdy, bardzo teraz boli...

wtorek, 18 listopada 2008

Wot, zbieg okoliczności. Akurat na moim ulubionym blipie trwa wymiana głosów na temat obaw związanych z wirowaniem pralki i, wprost przeciwnie, z uczuciem błogości i spokoju, gdy pralka sobie buczy i pracuje*, a ja właśnie  wrzucam tu fotki Aarona, który po niemalże roku oswoił tę machinę i uznał, że wejście do środka nie grozi obrażeniami i utratą jednego z jakże cennych żywotów.

pralka2

pralka1

*A ponieważ mi się skojarzyło od razu, cytat dla wszystkich, którzy nie pamiętają Milczenia owiec ;-)

" Znalazła ją w ciepłej pralni, drzemiącą naprzeciw kręcącej się powoli pralki, w zapachu wybielaczy, ,mydła i środków do zmiękczania. Mapp studiowała prawo, a Clarice psychologię, a jednak to właśnie Mapp spostrzegła, że rytm automatycznej pralki jest jak bicie wielkiego serca, a szum przelewającej się w niej wody jak odgłos, który słyszy nienarodzone jeszcze dziecko: przypomina miejsce, w którym po raz ostatni doznaliśmy spokoju."

sobota, 15 listopada 2008

Znalazłam w paru miejscach o tytułowym pochlebne recenzje, a ponieważ ciekawska jestem, od razu ruszyłam do źródła, żeby się sprawdzić. I co? Hmmm, albo ja o czymś nie wiem i zupełnie inaczej się postrzegam, albo nie wiedzieć czemu, wypieram prawdę ze świadomości. Oto ponoć ja:

Jedynka ze skrzydłem dziewięć: 1w9 - "Idealista"

Jedynka z tym skrzydłem ma podobną do dziewiątki aurę spokoju, choć nadal możliwe są u niej wybuchy gniewu. Często jest introwertyczna i sprawia wrażenie nieobecnej zupełnie jak piątka. Ma tendencję do tworzenia zasad, które rzadko zadowalają innych, ale to też jest jej siła. Gdy jedynka jest zdrowa, może obiektywnie patrzeć na świat, jest spokojna i powściągliwa w swoich ocenach. W ubiorze często jest bardzo tradycyjna i konserwatywna. Wiele jedynek z tym skrzydłem preferuje ubranie funkcjonalne i odpowiednie do okazji, ale niczym się nie wyróżniające.
Gdy jest w stresie, może mieć zbyt wysokie oczekiwania, wymagać od innych rzeczy, które nie są możliwe do realizacji przez przeciętną osobę. Może okazywać polityczne i socjalne opinie, które są logiczne ale bardzo rygorystyczne i całkowicie pozbawione współczucia lub jakichkolwiek innych ludzkich emocji. Najważniejsze stają się zasady, nie zależnie jakim kosztem. Jedynka może być bezlitosna i nieświadomie okrutna.

Słynne jedynki ze skrzydłem dziewięć: Harisson Ford, Gorge Bernard Shaw, Michael Dukakis, Katherine Hepburn, Judie Foster, George Harrison .

A poniżej parę instrukcji: 

Jak postępować ze mną

  • bądź odpowiedzialny i zajmij się swoimi obowiązkami, żebym nie musiała wszystkiego robić sama
  • doceniaj moje osiągnięcia
  • ustalam sobie wysokie standardy. Zapewniaj mnie, że jest dobrze tak jak jest
  • mów mi, że doceniasz moje rady
  • bądź taktowny i szlachetny tak samo jak ja jestem
  • przeproś gdy zachowasz się bezmyślnie. To mi pomoże wybaczyć

Co lubię w byciu jedynką

  • jestem zdyscyplinowana i potrafię ukończyć bardzo poważne sprawy
  • ciężko pracuję aby uczynić swoje otoczenie lepszym miejscem
  • mam wysokie wymagania wobec siebie i wysokie poczucie etyki. Nie uznaję w tej sprawie żadnych kompromisów
  • jestem rozsądna, odpowiedzialna i poświęcona wszystkiemu czym się zajmuję
  • umiem składać fakty, rozumiem problem i umiem znajdować mądre rozwiązania
  • starając się jak najlepiej, daję dobry przykład innym jak postępować

Co jest trudne w byciu jedynką

  • jestem rozczarowana sobą lub innymi gdy nie spełnione zostaną moje oczekiwania
  • czuję, że zawsze jestem obciążona zbyt dużą odpowiedzialnością
  • mam wrażenie, że nigdy nie przemyślę wystarczająco to co mam zrobić
  • czuję, że nikt nie docenia tego co robię dla innych
  • jestem zdenerwowana gdy inni nie starają się tak samo mocno jak ja
  • mam obsesję na punkcie tego co zrobiłam lub powinnam była zrobić
  • jestem zbyt spięta, nerwowa i biorę wiele rzeczy zbyt poważnie

Puenty nie będzie, bo wyjdzie mi cała psychoanaliza ;->

 
1 , 2