głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

niedziela, 26 kwietnia 2009

Ostatnio pisałam, że Aaron na progu pokoju dziecia siedzi i bacznie obserwuje obcych, co się po pokoju i przy dzieciu szwendają. Do tej obserwacji doszła nowa, w nieco swobodniejszej, co widać poniżej, pozie. Taką obserwację kot prowadzi co wieczór, czekając, kiedy dzieć zaśnie na tyle mocno, że będzie można wleźć do jego pokoju i uwalić się na kanapie, nie narażając się na nagłe wypełnienie uszu wrzaskiem rozbudzonego dziecia, któremu wypadł smok. Bo uszy kota, jak wiadomo, niesamowicie wrażliwe są.

A poza tym Aaron uczy mnie, że nie należy kłaść maty edukacyjnej dziecia na tym kawałku kanapy, co służy kotu do popołudniowej drzemki i nie należy kłaść ręcznika dziecia na pralce, która stanowi najlepszy punkt obserwacyjny w łazience. Brak posłuszeństwa skutkuje natychmiastową materializacją kota w opisanych miejsach na rzeczach dziecia i pozostawieniem znacznej ilości sierści. O ile do tego człowiek jest w stanie się przyzwyczaić, o tyle nigdy nie pojmę, jakim cudem sierść kota znalazła się w szczelnie zamkniętej paczce, którą dwie minuty wcześniej przyniósł kurier...

w_oczekiwaniu

środa, 15 kwietnia 2009

Aaron nadal obchodzi dziecia bokiem, słysząc jego płacz ostentacyjnie wychodzi z pokoju i od czasu do czasu badawczo obwąchuje, sprawdzając, czy jeszcze ma nad dzieciem przewagę metryczną i kilogramową, czy już nie. Czasem traktuje młodą jak żywą zabawkę i próbuje łapą pacnąć w machające na wszystkie strony kończyny, więc muszę zachowywać czujność i przywoływać go do porządku. Za to nieustannie rozczula mnie, gdy w obecności obcych siada lub kładzie się na progu pokoju dziecia i badawczo przygląda się temu, co się w pokoju dzieje. Wiem wówczas, że choć nie łasi się do dziecia, to akceptuje go jako cześć stadła i uważa za swojego. Może zatem za jakiś czas nastąpi między nimi pełna symbioza.

Na razie natomiast Aaron w pełni akceptuje rzeczy dziecia. O ile jej łóżeczko i fotelik samochodowy wybiłam mu już z głowy, o tyle z wózkiem jest gorzej. W końcu jednak osiagnęliśmy kompromis. Gondola jest dziecia, natomiast miejsce pod należy do kota. I pozamiatane.

wozek

poniedziałek, 06 kwietnia 2009

Blog jest zaniedbany i porasta kurzem oraz pajęczynami. Przyznaję bez bicia, że to mea culpa. I nie usprawiedliwia mnie dzieć, bo choć absorbujący bardzo, to jednak daje czasem wytchnąć (znaczy się, gdy śpi, albo do siebie gada jak najęty w sobie tylko znanym narzeczu). Bardziej chyba chodzi o to, że życie toczy się teraz niezwykle monotonnie. Dzień dzieli się na część z dzieciem (czyli karmienie, zabawa, przewijanie, kąpanie, spacery i inne takie) oraz na część bez dziecia (czyli wieczór i chwile, gdy dzieć śpi). Urozmaicenia typu wizyty u lekarzy, rodziny, czy pierwsze samodzielne wyjście do miasta na ploty*, choć niosą w sobie często wiele tematów na notki, jakoś nie powodują, że od razu chce mi się usiąść i pisać. Albo jak już zachcę, to okazuje się, że połowę tego, co chciałam napisać, zapomniałam...

Rozleniwiłam się, a czas spędzony w domu powoduje, że niewiele, żeby nie rzec nic, mi się nie chce. Duży Sierściuch wrócił do pracy, więc teraz siedzę sama i jak na razie sił mi starcza tylko na sprężenie się, co by przy młodej i dom ogarnąć, i coś do garnka włożyć i znaleźć chwilę dla siebie. I wychodzi na to, że w czasie chwil dla siebie, prowadzenie bloga nie jest najważniejsze. Co gorsza, zaczynam rozumieć ten fenomen kobiet siedzących w domu, co nic nie robiąc narzekają, że na nic czasu nie mają.  No i mam nadzieję, że przez pozostałe 3 miesiące macierzyńskiego nie zdążę się do nich upodobnić...

No i oczywiście nie zapominajmy o Aaronie. Kocisko coraz bardziej domaga się atencji. Zapewne uznało, że miesiąc to już wystarczająca ilość czasu, żebyśmy się z dzieciem oswoili i przypomnieli sobie o jego potrzebach. Zwłaszcza, że ciepło się zrobiło i kota gna na balkon nieposkromiona potrzeba mordowania robaczków. I trzeba przyznać, że jak czegoś chce, to kot potrafi jojczeniem nawet dziecia zagłuszyć. A taką kakofonię trudno znieść i człowiek szybko się poddaje. No i przy okazji, za chwilę Aaronowi stukną dwa latka, więc bez kozery mogę powiedzieć, że choć kocur zmężniał i nabrał słusznej postury, to w łbie nadal ma siano i tylko ochotę na zabawę :-)

dwulatek

*Yeah - Duży Sierściuch przeżył wieczór sam na sam z małą bez obrażeń. Co ważne, ona również...