głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

środa, 28 maja 2008

Zapewne każdy kot ma swoje własne upodobania żywieniowe i prezentuje swój własny lekki odchył od normy. Aaron również. Jak na porządnych opiekunów przystało zapewniamy mu stałą dostawę suchego i codziennie raz do dwóch razy mokre. Przyznać muszę, że Aaron, jeśli chodzi o kocie jedzenie, nie jest wybredny i jednocześnie nie pała jakąś większą miłością do produktu określonej firmy. Pożera to, co jest, i odchodzi trawić. Sytuacja się jednak zmienia, gdy to my próbujemy sobie coś przyrządzić w kuchni, albo w grę wchodzą jego ulubione pałeczki z podberlińskiego Reala.

W pierwszej sytuacji kot deportuje się w mgnieniu oka na barek na przeciwko blatu kuchennego i zza naszych pleców obserwuje, co pichcimy. Jeśli uzna, że produkty wyglądają zachęcająco, lub zalatują przyjemnym zapaszkiem, nie omieszkuje nam przypomnieć o swojej obecności, delikatnie zaczepiając łapką ramię kucharza. Prawdę mówiąc Aaron jest tak łakomy, że macha tą łapką co chwilę. Musi koniecznie spróbować wszystkiego, żeby sobie samodzielnie wyrobić opinię. Jakoś nie chce polegać na naszej, gdy tłumaczymy, że pomidory albo miód to tak niespecjalnie są dla niego. W każdym razie drogą empiryczną kot odkrył, że uwielbia:

- żółte sery (ze wskazaniem na holenderską goudę z Lidla - nie wiem, co kot zrobi, jeśli kiedyś przestaną ją sprzedawać...)

- czekolady (ale nie gorzkie - jeszcze nie jest takim koneserem)

- wszelkiego rodzaju wędliny (ostatnio wrąbał nawet plaster chorizo i nie wyglądał na takiego, co musi zalać pikantny smak wodą)

- mięsiwa w postaci surowej (przez wątróbkę i kurczaka na wpół rozmrożonym mielonym skończywszy - wiem, bo przyłapałam drania, jak wyżerał)

- produkty mleczne płynne (śmietany, kefiry i jogurty - byle nie owocowe)

Jednak bezwarunkową miłością darzy wspomniane wyżej pałeczki. Ja tam nie wiem, co do nich ładują, bo w składzie przecież substancji uzależniających nie podadzą, ale kot na ich widok przejawia oznaki narkotycznego głodu. Wskakuje błyskawicznie na barek, miauczy rozdzierająco i macha łapą przed naszymi nosami tak, jakby mgłę chciał rozgonić. W sumie trochę w tym winy Dużego Sierściucha, który szczuł kota, pokazując mu pałeczki w rozdartej folii w pewnej odległości, żeby nauczyć go wyciągania zębami pałeczek z opakowania. Jako że nagroda była tego warta, kot szybko przyjął reguły gry do wiadomości i wyciąga teraz te pałeczki jak kieszonkowiec jakiś. Uzależnienie kota ostatnimi czasy osiągnęło takie rozmiary, że nawet nie mogę sobie spokojnie wyciągnąć ze sreberka mojego ukochanego marcepanu, bo kot z najdalszego zakamarka mieszkania słyszy odgłos rozdzieranej folii i jednoznacznie kojarzy to ze swoim smakołykiem, więc wpada mi pod nogi z impetem i znów miauczy. Z łakomstwa, a potem z frustracji, że to nie dla niego.

Kończąc wątek, chciałabym jeszcze wyrazić mój podziw dla Aarona, który pomimo takiego łakomstwa zachowuje umiar  i idealną sylwetkę. I za to go szczerze nienawidzę, bo ja na umiar i idealną sylwetkę zdobywam się średnio raz na dwa lata.

niedziela, 25 maja 2008

Duży Sierściuch ma absurdalne poczucie humoru. Nigdy nie wiadomo, co człowiekowi odpowie na zwykłe pytanie. Mogłabym powiedzieć, że po tylu latach już się przyzwyczaiłam, ale jak się okazuje, DS nadal potrafi mnie zaskoczyć. Dzisiaj jak zwykle DS wstał już o 7 i radośnie  zaczął do siebie gadać w kuchni. Jako że spać już dalej też nie mogłam, stwierdziłam, że wstanę i pojadę raniutko po zakupy, zanim do malla zaczną napływać tłumy ludzi spragnione niedzielnych wycieczek z rodziną. DS wyszedł za mną do korytarza zamknąć drzwi:

DS: [prosząco] Kup mi coś...

Ja: Ale ja jadę po zdrowe rzeczy. [czyli owoce, warzywa, a nie piwo]

DS: To nic, kup mi coś zdrowego.

Ja: Czyli co?

DS: Kąpielówki.

Popatrzyłam w osłupieniu i ze śmiechu osunęłam się po ścianie, a DS zadowolony z siebie zamknął za mną drzwi.

czwartek, 22 maja 2008

Dużego Sierściucha spoziomowanego na sofie zawsze ogarnia mega lenistwo. Takie lenistwo, które każe mu mnie prosić o podanie pilota, nawet gdy znajduje się on o 50 cm od niego na stoliku. W ogóle DS lubi się leniwić w domu, wychodząc z założenia, że w pracy się ciężko zawsze napracuje, więc odpoczynek mu się należy. Że już nie wspomnę, że lenistwo DS osiąga apogeum w czasie chorób (na szczęście sporadycznych i leciutkich jak poranna mżawka). Wówczas DS jak typowy facet* zamienia się w kupkę nieszczęścia, która samodzielnie nawet małym paluszkiem nie ruszy, bo mogłaby dostać od tego zapaści.

I dziś też DS się spoziomował na sofie, co by zebrać siły na jutrzejszy dzień w pracy. A jak się spoziomował, to i lenia dostał. I prosi:

DS: [płaczliwie] Przyniesiesz mi soczek z kuchni?

Ja: [z pobłażaniem] A mam jakąś alternatywę?

DS: [z rozmarzeniem?] Soczek albo śmierć.

Sukinkot, leniwy ale wyszczekany...

*Skonsultowane z psiapsiółkami posiadającymi swoich DS - to gdyby ktoś mi chciał imputować, że generalizuję...

Aaron ma swoje ulubione miejsca do spania. Należy do nich drapak (i słusznie), tapczan w graciarni (w związku z czym musimy go intensywnie odkurzać z sierści, gdy ktoś przybywa na przenocowanie), w nocy krawędź materaca przy mojej głowie (przez co często budzę się z kocią łapą we włosach albo na policzku) oraz aktualnie używane torby (torby nieużywane nie budzą w ogóle jego zainteresowania).

Nie wiedzieć jednak czemu Aaron nie przepada za przebywaniem na naszych kolanach. Cały czas stara się być jak najbliżej nas, ale na kolana wchodzić nie chce. Dziś jak zwykle zrobił sobie długą popołudniową drzemkę na tapczanie w graciarni, a ja stęskniona za jego widokiem poszłam go pomiziać. Aaron przeciągnął się rozkosznie, wystawił brzuch i policzki i zaczął terkotać jak helikopter. Gdy skończyłam mizianie i ruszyłam do drugiego pokoju, kot zerwał się na równe nogi i potruchtał za mną. No to wzięłam go na ręce, usiadłam na sofie, kontrolnie położyłam na kolanach i razem z Dużym Sierściuchem dalej go głaskaliśmy.

A kot co? Wytrzymał 2 minuty i szybciutko zeskoczył z kolan, żeby następnie się ułożyć na swoim drapaku. No to ja stwierdziłam, że w takim razie siadam do netu, na co DS przystał radośnie, bo mógł się rozciągnąć na całej sofie. No i zaczął zachęcać kota do przyjścia do niego:

DS: Kot, ty nie leż na drapaku, tylko chodź mi ogrzać brzuch.

Ja: Hyhyhy, prędzej przyjdzie położyć się na torbie od laptopa.

DS: To połóż mi torbę na brzuchu...

Oczywiście, chwilę później kot przeniósł się z drapaka na torbę. Jest taki przewidywalny...

poniedziałek, 19 maja 2008

I piękny, dystyngowany kot też może durnowato wygladać. Wystarczy, że podczas gonitwy wyhamuje łbem na ścianie i sobie prawy uch odwinie.  Niestety, wystarczyło, że Aaron łbem potrząsnął, i wszystko wróciło do normy. A szkoda, bo mój śmiech to moje zdrowie...

ucho

 
1 , 2 , 3