głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

sobota, 01 sierpnia 2009

Kot zaanektował na dobre wózek dziecia. Na szczęście jedynie miejsce między kołami służące przewożeniu czegoś w zależności od okoliczności. Że się zaczął do wózka przystawiać, to pisałam już parę miesięcy temu, ale teraz, jako że wózek na co dzień stoi w korytarzu, a nie przed mieszkaniem, a drapak kota definitywnie się załamał pod jego wagą, Aaron uznał, że jest to najlepsze miejsce na drzemki dzienne i nocne, jak i obserwację z ukrycia całego domu. Cichą obserwację, dodajmy, bo powoduje to jak zwykle mini zawały, ale tym razem Dużego Sierściucha. DS bowiem wymyślił, że spacerówka na płask i po zdjęciu budy jest idealną platformą do wożenia dziecia po domu, co by nie marudziła, że się ją zostawia, i co by się nie przedźwigać jej noszeniem, bo już swoje waży. Tak więc DS urzędował po pokojach, to sypialnię ogarniając, to pranie nastawiając, a dzieć na brzuchu robił peryskop i przyglądał się pracom. Po jakichś 2 godzinach DS zorientował się, że jakoś tak cicho i kota dawno już nie widział. W pierwszym odruchu pognał na balkon, ale puknąwszy się w głowę przypomniał sobie, że tego dnia jeszcze drzwi na balkon nie otwierał, więc Aaron żadną miarą nie mógł się na nim znaleźć. No to zaczęły się poszukiwania kota z dzieciem na wózku. Przejazd od pokoju do pokoju, przeszukanie wszystkich kryjówek łącznie z zamkniętymi w naszym przekonaniu na amen szafami, przetrzepanie pościeli, padnięcie na kolana przed sofą i biblioteką, pod którymi kocur zwykł się chować. I nic. Kot się zdematerializował i, co gorsza, nie raczył nawet odpowiedzieć na zaczepki słowne. DS zwrócił się w końcu do dziecia, czy może ona gdzieś drania nie widziała i nie chciałaby się tą wiedzą jakoś podzielić. I jak się zwrócił, tak ujrzał bezczelnie rozwalonego Aarona w owym koszu między kołami. Kot wielce zadowolony z siebie oczywiście przeciągnął się, z politowaniem popatrzył na DS i poszedł dalej spać. No bo jak to, przez prawie 2 h wozić kota po chacie razem z dzieciem i nie zarejestrować tego faktu. No ja was proszę. Prawda?