głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

wtorek, 28 października 2008

Mowa oczywiście o naszym kochanym kocie. Przez większość dnia i nocy jest przykładnym kotem - albo leni się i śpi w najróżniejszych pozycjach i miejscach, albo daje się ogarnąć szaleństwu i lata po całym domu, uciekając przed wyimaginowanym wrogiem lub nami. Ale przecież te dwa typy zachowań są jak najbardziej zrozumiałe, prawda?

Problem pojawia się, gdy przychodzi noc, a raczej godziny nadranne (tak między 5 a 6). O ile wieczorem Aaron na bezczelnego pakuje nam się do łóżka i robi obchód, by na koniec zalec między nami lub przy mojej głowie, o tyle nad ranem wychodzi z niego totalny maminsynek czy, mówiąc dosadnie, pizda. Zamiast po nocnych wędrówkach ponownie uwalić się na łóżku jak na porządnego kota przystało, on staje przy mojej głowie, wpatruje się we mnie tymi ślepiami kota w butach ze Shreka i zawodzi żałośnie, czekając na zaproszenie. Co wtedy należy zrobić? Broń boże warknąć na niego, że chce się spać, bo wówczas zawodzenie wchodzi na wyższe tony i dziwnym trafem  staje się bardziej donośne. Zamiast tego należy poklepać ręką miejsce obok swojej głowy, poczekać, aż kot się wgramoli, położy i wyciągnie nadstawiając brzuch do głaskania. Wówczas w sennym amoku należy zacząć głaskać ten brzuch i jeśli uda się wytrwać jakieś 5 minut, kot czuje się na tyle usatysfakcjonowany, że pozwala człowiekowi zasnąć. Wot takoj żyzn...

Poniżej zdjęcia kota normalnego, czyli szaleńca i lenia (no bo chyba nie myślicie, że o 5 rano będę uwieczniać te oczy ze Shreka...):

szaleniec

leń

niedziela, 19 października 2008

W sobotę naszło nas, że to może być ostatni już w miarę słoneczny weekend i należy go w związku z tym porządnie scelebrować w ogrodzie botanicznym. Nieco chłodno było, ale feria kolorów i kot obojętnie przechodzący mimo wynagrodzili nam wszystko. Skutki poniżej plus na Picasie.

botanik1

botanik2

botanikkitty

piątek, 17 października 2008

Przy okazji sesji Aarona na kaloryferze udało mi się uchwycić jego trzecią powiekę. Jak google wykazało, owa trzecia powieka nazywana jest właśnie tytułową migotką. Gdyby nazwano ją Buką, padłabym chyba trupem :-D

trzeciapowieka

Kot od czasu do czasu swoim płaczem wymusza na nas wypuszczenie go na balkon. Nie może pojąć, że gdy jest tak zimno, to nikomu nie chce się tam siedzieć, a i na nim samym nic ciekawego się nie dzieje. Wyje więc, a gdy mu już otworzymy drzwi na taras, wówczas zamienia się w kadłubka, podkula pod siebie odnóża i zapada w hipotermię, bezmyślnie wpatrując się w tynk albo zaporę z wikliny. Przywołany zaś do porządku i zagnany z powrotem do domu swoje pierwsze kroki oczywiście kieruje do kaloryfera, na którym rozpoczyna ogrzewanie kości. Jakoś nie potrafię zrozumieć tej jego fascynacji skrajnymi temperaturami...

kaloryfer

kaloryfer1

poniedziałek, 13 października 2008

Wiem, wiem - nie pisałam, nie dawałam znaku życia, bloga zupełnie osierociłam. Złą blogerką jednym słowem byłam. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko napisać, że:

- czytanie zaprzyjaźnionych blogów, które się właśnie dokociły, zajmuje dużo czasu i pozostawia nutkę zazdrości, bo u nas marazm, a tam niespodzianka goni niespodziankę,

- Aaron zapada chyba w sen zimowy, bo z wdzięcznego obiektu do fotografowania zamienił się w sybarytę, który wyszukuje tylko co wygodniejsze i cieplejsze miejsca do spania,

- jak się takie 3 osobniki ogarnięte marazmem zbiorą razem, to nie ma sił, żeby blog nie popadł w zapomnienie.

Jako próbę zatem przeprosin dla tych nielicznych czytelników, którzy z wiarą w nas nadal odwiedzali ten blog, wrzucam najnowsze fotki Aarona. Poza oczywiście wiadoma:

na_pralce

na_pralce1

spioch

Prawda, że wydoroślał i ciałka nabrał? Aż pieję z dumy na jego widok :-)

 
1 , 2