głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

czwartek, 27 grudnia 2007

Aaron dostał swoją pierwszą mysz.

[disclaimer: mysz już była nieżywa, albo raczej nigdy żywa nie była]

Uznałam po jednym dniu, że najwyższy czas na zabawkę. W końcu, ile można gapić się na nas w nocy i zaliczać kolejne parapety, że nie wspomnę o roletach i torbie na laptopa.

Anyway, wynik pierwszego starcia 1:0 dla kota. Mysz nie miała szans, jak z resztą widać. Jakość słaba, bo robione komórką i sami wiecie, jak szybkie koty potrafią być..

pierwszamysz

pierwsza mysz


środa, 26 grudnia 2007

Aaronowi znudziło się w łazience.

Przyszedł po pierwszą porcję miziania - bez problemu udało mi się wywołać mruczenie zadowolenia.

Czuję się tak, jakbym zdobyła Mont Everest.

1. Dywanik w łazience nadal rules.

2. Obgryzanie bajeranckiego drapaka kończy się charklaniem w stylu rasowego pijaka.

3. Przekupić kota szynką zawsze się da.

4. Przeznaczenie nowej kuwety nadal nie zostało odkryte - czekamy jak chorzy, kiedy kot zdecyduje się użyć jej we właściwym celu.

No i na koniec bohater główny:

Pierwszy dzień Aarona

Trochę to trwało, ale wreszcie jest - nowy domownik adoptowany dzięki organizacji Koci Pazur . Pierwsze spostrzeżenia:

1. stanowcze "nie" kota dla podróży samochodem w transporterze (zmiękczające zawodzenie wyszło mu perfekcyjnie)

2. obchody nowego domu to dla kota celebra, ale zachwycone spojrzenia dwunożnych należy zignorować

3. w pierwszej edycji rankingu ulubionych miejsc zwyciężył dywanik łazienkowy

4. bajerancki drapak nawet się nie zakwalifikował do 1/8 finału

5. dlaczego kot leży w kuwecie zamiast z niej korzystać ? (czyżby inny niż dotychczas rodzaj żwirku go zmylił...?)

1 ... 41 , 42 , 43