głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

środa, 18 marca 2009

Mam wrażenie, że nowa sytuacja kotowi bardzo odpowiada. Znaczy się, to że ja tymczasowo śpię z dzieciem w dziecia pokoju, a Duży Sierściuch samotnie w sypialni na wielgachnym łożu stwarza mnóstwo nowych możliwości. Można przyjść pospać z babami, ale można też się uwalić obok DS, no bo pościel u DS jakaś taka bardziej zapraszająca. Aaronowi nie wystarczy już spanie na pościeli lub pod nią. Teraz kocisko odkryło, że jeśli poszewka nie ma zapięcia, to otwiera się przed nim nowa kraina snów. Można spać pod poszewką ale na kołdrze, lub pod kołdrą ale na poszewce. A ile kot ma radochy, gdy próbujemy go znaleźć lub, co śmieszniejsze, strzepnąć pościel z kotem w środku...

w poscieli

Miesiąc minął - pora by dać znać, czy żyję, a jeśli tak, to jak... W punktach zatem, bo będzie łatwiej kotłujące się myśli ogarnąć i porządek notki utrzymać.

1. Córka

Urodzona, w piątek będzie miała miesiąc. Pierwsze dwa tygodnie w domu to był istny sajgon i chaos do potęgi. My się uczyliśmy rozpoznawać, o co jej chodzi, a ona się oswajała z nowym miejscem i nami. Było ciężko. Dopadł mnie baby blues, bo przez pierwsze dni jako osoba nie mająca wcześniej z żadnymi dziećmi absolutnie nic wspólnego, nie wiedziałam jak z małą postępować i w rezultacie spędzałam przy niej niemalże 24h, żeby na najmniejsze oznaki płaczu i niezadowolenia od razu szukać antidotum. Duży Sierściuch natomiast starał się ogarniać dom i zajmował się Aaronem, tak abym ja mogła się skupić tylko na młodej. Po czasie okazało się, że był to błąd, bo siedzenie non stop w jej pokoju (bo bałam się ją na początku wynieść do innego, bo inne temperatury, kocie kłaki, tv itd.*) owocowało tylko mega dołem, że jestem na nią skazana, uwięziona i ubezwłasnowolniona. Na szczęście szybko zaczęliśmy się z DS dzielić sprawiedliwie obowiązkami, a mała dość szybko załapała wprowadzony przez nas rutyniarski schemacik dnia i mając jako tako zakodowane, co może w ciągu następnych godzin się dziać, niemalże przestała płakać. Dodatkowo trzeba ją też pochwalić za nocki, które przesypia bez awantur z małymi dwiema przerwami na karmienie. Znaczy się od mniej więcej 19 do 7 mam czas dla siebie i staram się z niego korzystać, o ile oczywiście nie padam na pysk. A teraz już tylko zachwycamy się z DS jej rozwojem, ponoć bystrze patrzącymi ślepiami i łysiejącym czołem, od czasu do czasu jedynie wpadając w panikę, gdy mała zaczyna ryczeć z nowych, nieznanych nam jeszcze powodów.

2. Pobyt w szpitalu

Never, ever again. Wspominam jako koszmar, pomimo miłych i uczynnych położnych. Siedziałam od wtorku na patologii ciąży, bo się okazało, że w tym szpitalu, do którego poszłam wywołują poród dopiero po ukończeniu 42 tygodnia. Wyliczyłam sobie wg skierowania mojego ginekologa, że to będzie sobota i siedziałam zdołowana, rozryczana, znudzona i bezradna (bo na zewnątrz mnóstwo spraw do ogarnięcia, a ja tylko mogę dawać DS wskazówki i modlić się, by wszystko poszło poprawnie). Siedziałam do piątku, kiedy to okazało się, że moj ginekolog i ordynator w szpitalu liczą inaczej czas trwania ciąży. Wg pierwszego to 40 tygodni, wg drugiego to 9 miesięcy + tydzień. Niby różnica tylko 3 dni w sumie, ale jak się dowiedziałam, że o wywołaniu mogę marzyć nie w sobotę ale dopiero we wtorek, to popadłam w jeszcze większego mega, mega doła. A jak popadłam, to się w ciągu godziny okazało, że biorą mnie na cesarkę, bo na ktg zanikło tętno dziecka i się źle dzieje. A potem to już poszło z górki - wyciągnięcie dziecia, pobyt przez weekend na położniczym i w pn wypis do domu. Na całe szczęście, bo siedzenie na położniczym w 5osobowej sali, przez którą przewijały się tłumy odwiedzających, gdy ty próbujesz zachować godność wstając do toalety w koszuli szpitalnej, do przyjemności nie należy. Pominę już kwestię szpitalnych łóżek czy posiłków. Byłam, jestem i będę za prywatyzacją służby zdrowia - może wówczas coś się zmieni...

3. Odszkodowanie za moje autko

Jest to tzw sprawa rozwojowa. Znaczy się toczy się, ubezpieczyciel rżnie głupa i próbuje mi wmówić, że mój wrak jest ze złota, a ja próbuję pokazać mu, że niestety to ja będę musiała ludzi po rękach całować, żeby ktoś ode mnie kupił ten złom. Ale o tym to będzie osobna notka, bo chciałabym szczegółowo przedstawić, co i jak - może komuś się kiedyś to przyda...

4. Aaron i nowa sytuacja

Ha! Na kota zawsze można liczyć. Gdy byłam w szpitalu, DS informował mnie, że Aaron spuścił z tonu i chodzi po chacie osowiały. Ponoć nie chciał się bawić, przychodził wieczorami do DS, żeby ten go do snu utulił i zdawał się wiedzieć, że szykują się zmiany. Po naszym powrocie przez pierwsze parę dni kot przemykał pod ścianami, nie chciał się bawić i tylko czujnie obserwował vel wąchał dziecia. Przy pierwszych oznakach płaczu natomiast od razu zmiatał z pokoju dziecia (wiadomo - decybele i wysokie tony...). Potem mu przeszło i teraz bawi się jak dawniej. Znaczy się łomocząc w drewniane podłogi teleportuje się po pokojach, co bywa upierdliwe, gdy się usypia dziecia, a tu nagle tajfun przelatuje nie zważając na nikogo i na nic. Ale poza tym sypia grzecznie z młodą i ze mną, w nocy skrobie w drzwi pokoju, żeby go wpuścić, próbuje zaanektować dla siebie łóżeczko dziecia i kłaczy na wiosnę niesamowicie (czyt. dużą część czasu poświęcamy odkłaczaniu rzeczy dziecia, ale położna kazała się nie przejmować, więc tak też robimy). 

Summa summarum - powoli wychodzimy na prostą. Mamy jeszcze, co prawda, dziesiątki spraw do ogarnięcia i musimy nieco przeorganizować swoje życie, ale z dnia na dzień wydaje się być coraz lepiej...

*Of kors teraz już wiem, że byłam debilką dmuchającą na zimne, bo dzieck doskonale się zaaklimatyzował i nie trzeba było nad nim się tak trząść.

poniedziałek, 16 lutego 2009

Z powodów opisanych na końcu poprzedniej notki na jakiś czas zawieszam działalność bloga. Muszę urodzić, a dodatkowo ogarnąć setkę spraw osobistych i urzędowych, pozbierać się psychicznie do kupy i wyjść na prostą. Ostatni miesiąc dał mi wyjątkowo w kość (o czym jednak rozwodzić się tu nie zamierzam), więc muszę nieco przeorganizować nasze życie, a to wymaga czasu. Oczywiście, jeśli karma się odwróci i szybciej przestanę się czuć jak tytułowy bohater Księgi Hioba, to zapewne wrócę szybko, ale nic obiecać nie mogę.

Dla wielbicieli Aarona na koniec napiszę jedynie, że gdyby nie on, ostatnie tygodnie byłyby nie do przejścia. Nie ma to jak kot, który przychodzi do człowieka, wyczuwając zły nastrój, i uwala się obok pozwalając bez końca miziać się po brzuchu. I wcale nie jest to oznaką jego egoizmu - nikt, kto nie ma kota, nie zrozumie, jakie działanie uspokajające i terapeutyczne ma ta prozaiczna czynność, której dodatkowo towarzyszy mruczenie kłębka sierści owijającego się wokół miziającej dłoni. 

leniwiec

...samochód. Cieszyłam się nim niemalże równiuteńko przez rok, jeśli ktoś jeszcze pamięta ten wpis. Cieszyłam, jako że od wczoraj dzięki głupiej pindzie, o której niżej, samochód mój nadaje się tylko i wyłącznie do kasacji. Na szczęście Duży Sierściuch, który nim jechał, wyszedł cało z opresji, nie licząc drobnych zadrapań od wybitych szyb i poobijanych rąk. A jak to się stało? Poniżej opis ku przestrodze (czyt. nawet brak zaufania do wszystkich i oczy wokół głowy nie zawsze dadzą radę na drodze).

W niedzielę wieczorem DS jechał sobie przez miasto, nie wadząc nikomu, puściuteńkim lewym pasem dwupasmówki. Pusty pas spodobał się również wspomnianej blond pindzie, która stwierdziła, że nie ma ochoty wlec się w ogonku prawym pasem. No to sobie pas zmieniła swoim volvo, niestety bez migacza i nie patrząc w lusterko. Dlaczego? Bo akurat pierdoliła ze swoją siostrą i pijanym szwagrem o ich ślubie, który był dwa dni wcześniej. Skutek? Walnęła lewą stroną przodu swojego auta w prawy tył i prawą tylną oponę samochodu DS. Gdyby pinda pracowała w policji w USA zapewne dostałaby medal, bo trafiła idealnie w ten punkt, w który policjanci walą ścigane samochody, żeby zmienić ich trajektorię ruchu. I tak też się stało. Biorąc pod uwagę dodatkowo temperaturę -2 i mokrą nawierzchnię, nic dziwnego, że DS stracił kontrolę nad autem, które zaczęło skręcać w prawo. Na nieszczęście po prawej, czyli na prawym pasie jechał akurat peugeot 206, w który DS uderzył. Efekt? Widowiskowo dachujące przez 20 metrów renault DS i peugeot.Następstwa? Dwie karetki, straż pożarna i policja. DS na własne życzenie wypuszczony do domu, kierowca peugeota zabrany do szpitala, dwa auta do kasacji, a w volvo pindy uszkodzony jedynie lewy przód zderzaka. Z resztą sami możecie zobaczyć niżej, co zostało z samochodu.

Siłom wyższym i projektantom renault będę do końca życia dziękować za to, że DS wyszedł z wypadku bez szwanku. Gdyby jechał jakimkolwiek innym, mniejszym autem, skutki mogłyby być opłakane, ale nie na darmo renault ma najwyższe noty, jeśli chodzi o bezpieczeństwo podczas wypadków. Pikanterii całej tej historii dodaje natomiast fakt, że jutro jadę do szpitala na wywołanie porodu. Tak, jestem w ciąży, nieco w dodatku już przeterminowanej, o której radościach (mniejszych) i uciążliwościach (większych) pisałam sobie a muzom na innym blogu (w przypadku pytań od razu informuję, że nie, na razie nie zamierzam go udostępniać).  Gdy pomyślę sobie zatem, że dwa dni przed zgłoszeniem się do szpitala mogłam zostać wdową, a dziecko pogrobowcem, to znów mnie trzęsie... 

wrak1

wrak2

wrak3

niedziela, 08 lutego 2009

Jakiś czas temu, pewnego popołudnia Aaron zaczął się dławić. Dławić na wymioty. Radośnie stwierdziliśmy, że w sumie najwyższy czas, kot ma prawie dwa lata, to może już rzeczywiście powinien jakiś kłębek włosów wypluć. Niestety, kot okazał się na tyle dobrze wychowany, że co mu się cofnęło trochę, on natychmiast na siłę wtłaczał to w siebie z powrotem. Takie bezskuteczne próby zwymiotowania czegokolwiek powtórzyły się jeszcze kilka razy, więc szybko nabyliśmy pudełko nasion trawy dla kotów, co by Aaron miał fachową pomoc. Kot po tygodniu naszego pielęgnowania trawki z entuzjazmem przywitał świeżą zieleninkę i przystąpił do konsumpcji. Stan na dziś: dwa tygodnie uzupełniania diety w chlorofil i zero wymiotów. Może u niego trawa działa jak błonnik zamiast jak środek wymiotny...

trawa1

trawa2

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43