głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

środa, 28 stycznia 2009

Ja wiem, że notka co parę dni to ideał, ale tak się po prostu nie da. Przyznaję, to też moja wina, bo sama sobie nieco zawęziłam od początku prowadzenia bloga tematykę, ale z drugiej strony, zimą nasze życie zawsze zwalnia na tyle, że nie ma o czym pisać, albo o tym, o czym by można, raczej wolałabym nie, albo są to same truizmy, których nie warto powtarzać na setnym blogu. Znaczy się, na siłę produkować się nie będę na pewno.

Jest jak to w życiu, raz lepiej, raz gorzej. Kot nam się zimowo rozleniwił i skapciał, co objawia się tym, że co noc zalega w nogach łóżka i co parę godzin przychodzi w okolice głów, żeby dostać swoją porcję miziania, a w ciągu dnia jojczy, żeby się z nim bawić, ale ochoty starcza mu na 3 minuty i potem zalega gdzie bądź. W ramach zapewniania mu zatem godziwej rozrywki wykupuję co parę tygodni pół pobliskiego sklepu zoologicznego i dawkuję mu co parę dni nowe zabawki, bo cfaniak szybko się nudzi znanymi i albo je porzuca na wieczną podłogową poniewierkę, albo zachomikowuje tak głęboko, że nie jesteśmy w stanie ich odnaleźć. Coś czuję, że na wiosnę będzie trzeba zrobić porządki z przestawianiem szaf i pralki, to może ich część ponownie ujrzy światło dzienne. A na razie kot żeruje na moim poczuciu winy i pastwi się nad nowymi.Dziś dostał białą myszkę. Efekt: najpierw niecierpliwe oczekiwanie, aż dostanie ją w swoje łapy, a potem aż pół godziny zabawy aż do ekstazy na podłodze - jestem pod wrażeniem. 

bialamysz

bialamysz1

niedziela, 04 stycznia 2009

W nocy porządnie popadało, więc balkon pokrył się parocentymetrową warstwą śniegu. Ponieważ w zasadzie był to pierwszy porządny śnieg, z jakim Aaron mógł mieć do czynienia (bo zeszłej zimy, gdy do adoptowaliśmy, bałam się go wypuszczać, żeby przypadkiem nie uciekł), postanowiliśmy zapoznać kocura z nowością. Aaron wypadł na balkon jak szalony, bo już dłuższy czas z powodu niskich temperatur miał do niego dostęp zablokowany zamkniętymi drzwiami. Jak wypadł, tak podskoczył zaintrygowany tym, co zobaczył wokół. Ale ponieważ jest kotem nad wyraz ciekawskim, śnieg go nie zdeprymował. Wprost przeciwnie - Aaron uznał go za idealny materiał do przewalania na wszystkie strony. W ciągu zatem 5 minut gładka powierzchnia balkonu zamieniła się w grudy zbite łapami kota i rozrzucone na wszystkie strony podczas prób odkrycia, co też znajduje się pod spodem. Po 5 minutach ślizgania i buszowania kot wpadł z powrotem do domu, najpierw naziajał na nas zadowolony otwartą paszczęką, a potem przegonił się sam po wszystkich pokojach, żeby na koniec osuszyć się na kaloryferze. Jak widać, czasem nieco nowych doznań dobrze wpływa na psychikę zwierza ;->

snieg

snieg1

snieg2

sobota, 03 stycznia 2009

Zachciało mi się gdzieś pojechać na krótki spacer. Zachciało, bo zima chwyciła, więc miałam nadzieję parę zdjęć gdzieś urokliwych zrobić. Duży Sierściuch w niejakim szoku, bo ja się z domu nie ruszam bez powodu, jeśli temperatura spada poniżej 0 stopni, zaproponował Skrzynki, gdzie miał się znajdować dworek. Chętnie przystałam, bo ja dworki lubię, więc sobie na krótki wypad pojechaliśmy. Dworek w oprawie zimowej bardzo się ładnie prezentował, a na wejściu przywitał nas smoliście czarny i niemożebnie gadatliwy kocur. Polazł z nami na spacer i cały czas nadawał po swojemu, jaka to pogoda jest okropna - koniec końców wylądował przy głównym wejściu do dworku i zaczął domagać się wpuszczenia. Mam nadzieję, że jakaś dobra dusza to zrobiła, bo my do środka już nie wchodziliśmy (w środku hotel, ale bez restauracji dla przejezdnych, więc nie było po co). A swoją drogą, się mu wcale nie dziwię, ja po 30 minutach byłam zziębnięta straszliwie i marzyłam o powrocie do domu...

Skrzynki

Behemot

szyszka

czwartek, 01 stycznia 2009

Korzystamy z tytułowego dobrodziejstwa, bo na publiczną tv nie ma co liczyć. C+ lubię również za to, że ma swoje Internetowe Centrum Abonenta, w którym mogę wiele spraw załatwić bez dzwonienia na wiecznie zajęte linie z pseudokonsultantami. No i właśnie "lubię", a raczej lubiłam. Do dzisiaj.

Duży Sierściuch o wczesnym poranku, zainteresowany usługą VOD postanowił sprawdzić bliżej, jak to się je i w tym celu zaczął się logować. Nie wiedząc (i tu zaparafrazuję znane powiedzenie: "Ignorantia uxoris nocet"), że ja w serwisie konto posiadam, wybrał opcję "Pierwsze logowanie". Podał nr karty, z rachunku nr abonenta, wybrał hasło, powtórzył je i voila. Dostęp gotowy. Niestety, zapomniał mnie zawiadomić o tym fakcie.

Nic zatem dziwnego, że gdy wieczorem ja próbowałam się zalogować w zwykły sposób (nr abonenta i hasło), po 5 próbach dostałam komunikat, że z powodu podania błędnego hasła dostęp do serwisu został mi zablokowany na 24h. Szlag mnie trafił, zaczęłam rzucać mięsem i wówczas DS się przypomniało, co zrobił rano. Oczywiście, ja już byłam nakręcona, więc najpierw nakrzyczałam na niego, że przez jego zapomnienie oraz lenistwo (bo mu się nie chciało zapytać, czy już mam konto w serwisie, i przypomnieć sobie, że właśnie przez to konto zamawiałam zawsze bilety do kina) nie mam dostępu, a potem wysmażyłam e-mail do C+ z zapytaniem, co za idiota odpowiada tam za mechanizmy logowania. No bo:

-skoro formularz "Zapomniałem hasła" prowadzi do formularza "Pierwsze logowanie", w którym można sobie ustawić nowe hasło bez żadnego problemu (bo mniemam, że odkrycie nr karty i abonenta nie jest trudne - nie tylko dla rodziny, ale również dla średniorozgarniętych włamywaczy w tym momencie...),

- i w żaden sposób nie jest weryfikowana informacja, czy w bazie ICA istnieje już dany nr abonenta (co umożliwiłoby zmianę sposobu przypominania hasła),

- i nie ma żadnego pytania kontrolnego  przy mechanizmie przypominania hasła, że już nie wspomnę o możliwości wysłania e-maila z linkiem na adres e-mail podany w serwisie (ot takie dwa, pierwsze z brzegu popularne drobiazgi dla zwiększenia przynajmniej poczucia bezpieczeństwa),

to ja bardzo przepraszam, ale dziękuję za podawanie danych w takim serwisie. Cyfra plus właśnie straciła u mnie duuużo, jeśli chodzi o zaufanie. Anyway czekam, co mi mądrale z ich centrali odpiszą (znając życie będzie to standardowa formułka, która nic nie wniesie) i zobaczymy...

poniedziałek, 22 grudnia 2008

DS sobie zażyczył, żeby jednak jakieś mini akcenty świąteczne wprowadzić, choć nie przywiązujemy do świąt większej wagi. Uznałam, że mogę, bo ładne ozdóbki to ja, owszem, lubię, a ponadto jakby nie patrzeć, to będą pierwsze święta Aarona w naszym domu, więc trzeba to jakoś uczcić.* Przyniosłam więc z piwnicy przeróżne ozdóbki i zaczęłam przebierać. Kota spośród wszystkich najbardziej zainteresowały szyszki, które dawno temu pracowicie malowałam farbą w sprayu. Po ich dokładnym obadaniu i wzięciu na ząb (jednak za twarde były), Aaron przerzucił się na tekturowe aniołki i z powodzeniem zdołał odgryźć jednemu skrzydełko, zanim odłożyłam aparat i upomniałam kota, że nie należy już teraz niszczyć ducha świąt. Kot się nie przejął oczywiście, a ja perfidnie zatarłam ręce, już czując duże emocje podczas jutrzejszego ozdabiania domu. Co tam aniołki, ważne że kot ma zabawę ;->

szyszki1

szyszki2

*Tak, tak. Jak ten czas leci, 26 grudnia minie dopiero rok od momentu, gdy kota adoptowaliśmy, a czujemy się, jakby od zawsze był z nami. Nie pamiętam już, jak było bez Aarona, i nie wyobrażam sobie, jak byłoby, gdybyśmy go nie wzięli do siebie.