głównie o kocie, co znalazł dom, a jak mnie najdzie, to i o czymś innym ...

Łyse konie

poniedziałek, 31 maja 2010

Duży Sierściuch poszedł do sklepu. Chwilę po jego wyjściu dzwoni jego telefon służbowy, ale jako że nie wyświetla się nikt znajomy, a ja nie rozpoznaję numeru, nie odbieram. Trzydzieści sekund później DS dzwoni na mój telefon:

DS: Rzuć mi przez balkon portfel, bo zapomniałem zabrać kasy.

Ja: Już idę. Przy okazji, ktoś dzwonił na twój służbowy telefon, numer... [tu odczytuję cyfry z połączenia].

DS: TO MÓJ NUMER! MOJA ŻONA NIE ZNA MOJEGO NUMERU!

Ja: [zatkało mnie] A po cholerę ty dzwonisz na swój służbowy?

DS: BO TY SWOJEGO NIE ODBIERAŁAŚ, WIĘC MYŚLAŁEM, ŻE MÓJ USŁYSZYSZ I ODBIERZESZ! NO, ALE JAK SIĘ NIE ZNA NUMERU...!

Faktycznie miałam telefon wyciszony i pierwszej próby nie zarejestrowałam. Potem pół godziny się kajałam. Tak, kompletnie nie mam pamięci do numerów, dat i innych takich zawierających cyfry.

sobota, 05 września 2009

I Duży Sierściuch, i ja jesteśmy egoistami, więc zazwyczaj wymagamy wszystkiego teraz i tu. Wieczorem DS dorwał się do laptopa i rozsiadł się z nim wygodnie na kanapie. Ja postanowiłam zaprotestować, bo rozsiadł się na mojej ulubionej części:

Ja: O nie, nie zajmiesz i laptopa i całej kanapy. Ja chcę miejsca do czytania. Wypad.

DS: Mówi się "proszę".

Ja: Wypad, proszę.

DS: To sprzątnij koc [bo zalegał na jego części kanapy].

Ja: Mówi się "proszę"...

Kocyk sprzątnęłam na siebie, bo jak wiadomo, pod ciepłym kocykiem czyta się najlepiej.

wtorek, 25 listopada 2008

Nawiązując do poprzedniego wpisu - Duży Sierściuch często gada sam do siebie, co jeszcze jestem w stanie znieść, ale czasem do tego wora wrzuca moje imię i nagle (tj. robiąc kolację, w wannie, w toalecie itp. itd.) zaczyna podśpiewywać na przemian basem i sopranem (no, raczej falsetem)

DS: Havvah. Havvaaaaaaaah. Haaaaaaaaaaavvah... Haaaaaaavvah, Havvaaaaaah!

Ja oczywiście, gdy tylko usłyszę pierwszy raz swoje imię, jak idiotka pytam, o co chodzi, albo wręcz idę do niego, bo myślę, że mnie woła. Oczywiście DS wówczas ma zdrową i głęboką rozrywkę, gdy widzi moją zirytowaną twarz w momencie, gdy pojmuję, że to znów jego wygłupy. Ale ostatnio znalazłam na to radę. Gdy tylko słyszę to pierwsze "Havvah", podchodzę do niego po cichu, tak żeby mnie nie zobaczył, i pacam* go w kark (lub łeb - zależy jak się nadstawi...) jednocześnie surowym tonem mówiąc:

Ja: Nie będziesz wymawiał imienia żony swojej nadaremno!

Mam nadzieję, że po paru razach uda mi się go oduczyć ;>

* Hmmm, czy pacnąć ma odmianę w czasie teraźniejszym?

sobota, 30 sierpnia 2008

Wstało nam się dziś bardzo wcześnie jak na weekend, bo już o 8, ale postanowiliśmy dodatkowy czas wykorzystać na zmianę pokrycia kanapowego (w IKEA akurat była promocja -50% na drugie, gdy kupowaliśmy kanapę, więc teraz zamiast na paseczki niebiesko-białe patrzę radośnie na bordowy sztruks), ogarnięcie domu i powieszenie nowego nabytku (czyt. zabawki Dużego Sierściucha, czyli big tv). Przedtem jednak obowiązkowo celebrowanie śniadania i pośniadannej kawy. Wyszliśmy sobie z nią na taras, ja stanęłam w drzwiach, a DS zaczął się kiwać stopami na progu i opowiadać, co on też dzisiaj nie zrobi.

DS: To ja odkurzę w pokojach i posprzątam łazienkę, a ty ogarniesz kuchnię.

Ja: [zachwycona jego zapałem daję mu buziaka]

DS: [potknął się i spadł stopień niżej] Cholera, pocałunek śmierci!

Co ja, głupia jestem? Przecież nic mu nie zrobię, dopóki nie posprząta...

niedziela, 10 sierpnia 2008

Duży Sierściuch wrócił po całonocnym grillu od kumpla i od progu wita mnie wylewnie, rzucając się na mnie i obcałowując:

Ja: [sceptycznie] Co, włączyła ci się funkcja "kocham żonę"?

DS: [radośnie] Nie, czasoumilacz. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7